Pogadaj z nami :D

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josephine Bennett. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Josephine Bennett. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

Bezimienny post



  Dziewczyna cisnęła niezgrabnie pękatą walizkę w róg pomieszczenia, po czym bezwładnie opadła na łóżko, wzdychając przy tym ze zmęczenia. W nogach wciąż czuła odrętwienie po trudach długiej podróży, uda piekły od otarć. Jej łuskowaty towarzysz zdecydował się na drzemkę, ona sama, mimo wyczerpania, nie potrafiła oddać się błogiemu snu. Powoli zaczynała ogarniać ją nuda, zmuszając do niekontrolowanego przebierania palcami. Opierając się na łokciach, podciągnęła leniwie górną część ciała i usiadła na skraju materaca. Nie umiejąc wymyślić innego zajęcia dla swych rąk, wyjęła zza paska od spodni mały, drewniany grzebień i zaczęła rozczesywać nim splątaną grzywkę, nerwowymi i gwałtownymi ruchami, choć może bardziej przypominało to wyrywanie. 

Wróciła na chwilę myślami do domu, do wiecznie brudnej, zakurzonej podłogi, krzyków rodzeństwa, zapachu gotowanej kapusty i pieczonego chleba. Podobało jej się tutaj, nie mogła zaprzeczyć, ale zaczynała trochę tęsknić za rodziną. Dostała od losu szansę na naukę w tym dosyć luksusowym przybytku za samo posiadanie przerażającej bestii, a to wydawało się już wyczerpywać jej limit szczęścia.

 Z zadumy wyrwało ją skrzypnięcie dobiegające od strony drzwi. Powstrzymując zawał serca zwróciła wzrok w ich kierunku.


- Uhm… Cześć. – wyjąkała niepewnie, uśmiechając się, błękitnooka, na oko szesnastoletnia blondynka. Vesna musiała przyznać, że była bardzo ładna.


 - Kurna, puka się! – wycedziła przez zęby, chwilę później żałując może zbyt ostrych słów – To znaczy… Strasznie mnie wystraszyłaś, nie uznałaś… Eee… Za stosowne… Powiadomić mnie wcześniej o swoim wejściu? – poprawiła się lekko drżącym tonem, który brzmiał jakby sama próbowała dodać sobie odwagi.


- P-przepraszam, nie sądziłam, że ktoś tu może być – odparła niewinnym tonem intruzka - Chciałam tylko… Pozwiedzać. Prawie pięć minut temu tu przybyłam, uznałam za stosowne zapoznać się trochę z miejscem, w którym przez następny rok przyjdzie mi mieszkać. Wiesz… - była wyraźnie zmieszana. Vesna przeklęła w myślach swoją głupotę.


- Yyych… Nie no, nic takiego się nie stało – odpowiedziała, by nie wypaść źle przy nowo poznanej dziewczynie. Nie chciała jej do siebie zrazić. Na pewno nie pierwszej spotkanej osoby – No to skoro już tu jesteś, to jeszcze stosowniej byłoby zapoznać się z osobą, z którą przez następny rok przyjdzie ci tę chałupę dzielić! Jak masz na imię? Jestem Vesna. – wypaliła szybko brunetka by rozluźnić atmosferę. Wstała i wyciągnęła dłoń w kierunku wysokiego dziewczęcia.


- Na imię mi Josephine, bardzo miło mi cię poznać, Vesno. – skontrowała uprzejmie, ujmując ją, blondynka – Możesz zwracać się do mnie Josie, jeżeli chcesz. Mam nadzieję, że wspólny czas upłynie nam miło i unikniemy różnych takich… Waśni. - dokończyła.


- Ha, ja również! Skąd panienkę przywiało w te progi? – spytała, ciągnąc dalej to nudne, ale przyjacielskie przesłuchanie.


- Z Zachodniej Kwarty. Mieszkałam na wsi. Z rodzicami i braćmi. Jak było z tobą?


- Ja ze Wschodniej… Och, niech to szlag! – prawie krzyknęła nastolatka,  łapiąc się rękoma za brzuch. Josie podskoczyła w miejscu ze strachu.


- C-co się stało? – odezwała się ze zmartwieniem w głosie Josephine. – Źle się czujesz?


- Nie. – skwitowała zwięźle Vesna - Głodna jestem, do cholery! Ty nie? Wiesz kiedy ktoś zawoła nowych uczniów na tak zwaną obiadokolację? Chyba, że zamierzają nas tu głodzić. Albo wypuszczać na polowania do lasu z dzidą w zębach.


Zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią, nieśmiała dziewczyna w końcu przemówiła.

- Wiesz, nie sądzę żeby w ich interesie było zagłodzenie nas na śmierć zanim jeszcze rozpoczniemy naukę. Poza tym, byłoby to też bardzo nieuprzejme. Pewnie zaraz ktoś po nas przyjdzie, pewnie czekają na pozostałych nowicjuszy.

Ciemnowłosa prychnęła, bo rozbawił ją komentarz koleżanki.


- Cóż, no to… - zaczęła – My nie każmy im czekać! Ciekawe, czy nam coś dadzą. Poza tym, spacer się przyda, zaraz nam tu nogi w tyłki wlezą. – przeciągnęła się teatralnie i ziewnęła zakrywając dłonią usta – Chodź!

Nie dając nawet Josephine czasu na zgodę, złapała ją energicznie za rękę i pociągnęła za sobą w kierunku wyjścia.

                                                                                                ***

 Dziewczęta schodziły razem po schodach, ramię w ramię, nie odzywając się jednak. Poznały się kilka minut wcześniej, więc niczym dziwnym nie był fakt, że nie posiadały wspólnych tematów do rozmów. Pomimo wszystko Josephine bardzo ciekawiła jej nowa koleżanka. Nie wyglądała jak wszystkie dziewczyny ze wsi, napuchnięte z dumy i chodzące w kolorowych spódnicach. Była zupełnie inna, lepsza. Trochę dzika, zbuntowana.

 Blondynka nie wiedziała właściwie, co takiego w niej sprawiało, że do głowy przychodziły jej takie myśli. Wygląd? To prawda, dziewczyna miała nieco egzotyczne rysy twarzy, ale ona i Josie pochodziły z dwóch przeciwnych końców kraju, więc musiały różnić się nieco w wyglądzie. Może chodziło o matowe, nieco potargane i krzywo przycięte włosy, które sprawiały wrażenie od dawna nie widzących fryzjera? Albo o ciemne, piwne oczy głębokie jak studnia na rynku w miejskim, albo o ten specyficzny ubiór, nieco niechlujny, lecz dobrany tak gustownie, że niebieskooka aż go zazdrościła? Nie potrafiła tego określić. Brunetka po prostu bardzo ją intrygowała.

 Parter był pogrążony w ciszy tak gęstej, że można by ją było ciąć na kawałki. Gdyby wsłuchać się dokładniej, można by usłyszeć ciche, miarowe oddechy dochodzące gdzieś z głębszej części salonu, lecz nie one teraz interesowały wygłodniałe studentki. Nastolatki szybko przemierzyły salon i dopadły do drzwi wejściowych.

 Tuż po tym, jak Josephine pociągnęła za klamkę, uderzyło w nią tak przerażające gorąco, że wycofała się z powrotem do środka. Vesna, zainteresowana jej reakcją sprawdziła, co też takiego czai się na zewnątrz. Gdy i ona doświadczyła nieziemskiego upału, dołączyła do niebieskookiej. Nie było mowy, że przy takim głodzie i gorącu będą przechodziły spory kawał drogi, by dostać coś do jedzenia. Honor im na to nie pozwalał.

 Blondynka rzuciła okiem na pomieszczenie naprzeciwko salonu. Oddzielone było niewysoką półścianką, a wypełniały je blaty, szafki, pompa służąca za kran i nieduży kocioł. Pierwszym, co przyszło dziewczynie na myśl była rodzinna kuchnia w jej wsi. W podobnym pokoju jej matka przyrządzała obiady, a cała rodzina się posilała.

 Co prawda Josie nie była mistrzem kuchni, lecz wiedziała, jak przyrządza się niektóre potrawy. Na przykład zupę pomidorową, którą bardzo lubiła. Musiała jedynie wziąć skądś całkiem sporo świeżych pomidorów, trochę ziół i makaron. Miała nadzieję, że szafki pod blatami nie były puste.

 Pociągnęła Vesnę za rękaw i wskazała na kuchnię. Na szczęście brunetka była bystra i całkiem szybko zrozumiała, co chodziło jej koleżance po głowie. Ona pierwsza podeszła do szuflad i zaczęła wysuwać je po kolei, lustrując uważnie ich zawartość. Niebieskooka podeszła do Vesny i zaglądnęła jej przez ramię.

 Część z nich wypełniona była drewnianymi miskami, kuflami, talerzami i przede wszystkim sztućcami. Josephine nie mogła zignorować faktu, że w szafkach leżały także chochle i duże, płaskie łyżki do mieszania potraw. Nie byłoby ich tam, gdyby uczniowie nie mogliby przyrządzać własnych potraw poza wyznaczonymi godzinami posiłków.

 W jednej z szuflad spoczywały nieduże, lniane worki wypełnione czymś twardym. Po otworzeniu jednego z nich Josie odkryła, że były pełne bezkształtnych, małych kawałków makaronu. Zamrugała, zaskoczona tym dziwnym zbiegiem okoliczności, ale nie pogardziła składnikiem. Jej wzrok jakby automatycznie powędrował za okno, a jej uwagę przykuły dorodne, czerwone pomidory w ogrodzie. Gałązki aż uginały się pod ciężarem swych owoców.

 Josephine aż czknęła i wybiegła z chaty bez słowa, pozostawiając swoją znajomą z wieloma pytaniami. Po krótkiej chwili wróciła, niosąc w uniesionym kawałku koszuli kilka sztuk okrągłych, błyszczących warzyw. Wiedząc, że gotowanie zupy trochę zajmie, wręczyła jednego Veśnie i powiedziała, aby przegryzła coś przed właściwym posiłkiem. Zaraz po tym Josephine wzięła się za przygotowywanie tego niecodziennego obiadu.

- Jak ty to robisz? - spytała ją Vesna, przyglądając się, jak dziewczyna powoli kroi pomidory na odpowiednie kawałki i wrzuca do kociołka z gotującą się wodą.

- Hmm? Co robię?

- No... kroisz to wszystko. Tak dokładnie i w ogóle. I dobrze wiesz, jak to robić - widocznie zakłopotana brunetka podrapała się po karku.

- Mama mnie nauczyła - odparła swobodnie Josephine, nie przerywając wykonywanej czynności - Od małego gotowałam z nią różne potrawy. Jak widzi się coś codziennie, to potem zostaje w głowie. Nigdy nie robiłaś z matką obiadu?

- Próbowałam raz czy dwa... Matka zabroniła mi się potem dobierać do garów, bo zafundowałam całej familii częste wizyty w wychodku.

- Och - blondynka uśmiechnęła się delikatnie, mieszając w połowie gotową zupę. Rozumiała, jak to jest nie być w czymś dobrym. Josephine nie potrafiła właściwie niczego, oprócz oczywiście wpadania w tarapaty i dodawania do siebie liczb jednocyfrowych.

 Pomidorowa wyszła nawet lepsza, niż się spodziewała. Miała intensywny smak i była gęsta, a poza tym makaron nie był rozgotowany. Josie uznała to za jeden ze swoich nielicznych sukcesów kulinarnych.

 Nastolatki spożywały posiłek, wypełniając cichą dotąd chatę odgłosem rozmów, rzadkich chichotów i żywych dyskusji. Nie znały się, były sobie obce, ale to właśnie sprawiało, że rozumiały się tak dobrze. Obydwie nie miały pojęcia, jaka jest Akademia i wymieniały się swoimi spekulacjami na temat przedmiotów i nauczycieli. Nie zgadzały się w większości tematów, ale to nie przeszkadzało im w rozmowie.

 Wiedziały, że nie będą same podczas tego roku szkolnego.



Hej! To nasza pierwsza wspólna notka (moja i Cytrynki/Aenyeweddyen), może być trochę krótka, ale nie zjedzcie nas, nostra culpa. Jeżeli chodzi o to jak nam wyszło wspólne pisanie, to wygląda na to, że się uzupełniamy. Ja dałam prawie sam dialog, prawie zero opisów uczuć czy akcji, koleżanka wręcz odwrotnie. xD ;v; Miłego rozpoczęcia roku szkolnego! >:D


niedziela, 30 sierpnia 2015

We just don't know the title

 Jej brat jak zwykle gdzieś się spieszył. Gdy siedziała przy stole i strugała bezkształtną figurkę z drewna, niemal przemknął obok niej jak burza, czochrając ją jedynie przelotnie po głowie. Jego blond czupryna szybko zniknęła za wejściowymi drzwiami.
- Mamo - dziewczynka zwróciła się do kobiety gotującą zupę w dużym kotle - Gdzie poszedł Rupert? Ostatnio w ogóle nie spędza z nami czasu...
 Miał piętnaście lat, prawie dwa metry wzrostu i dzikie, zielone oczy. Zawsze był dla niej najmilszy z całego jej rodzeństwa, bo był podobno dojrzalszy. Zresztą, chłopcy w jego wieku mieli inne sprawy na głowie niż nękanie swoich dziesięcioletnich sióstr. A przynajmniej tak mówiła jej matka.
- Poszedł się uczyć, skarbie - odpowiedziała delikatnie niewysoka brunetka w długiej sukience - Jest czeladnikiem i szkoli się na pełnoprawnego kowala.
- A czy ja też mogłabym być kowalem?
- Nie, raczej nie - zaśmiała się matka, krojąc kilka marchwi - Dziewczynki nie zostają kowalami. O wiele częściej wychodzą za kowali.
 Dziesięciolatka wydęła policzki i zjechała nieco na krześle. Spojrzała na swoje wątpliwej jakości dzieło z drewna. Było niewielkie, bo próbując nadać mu jakikolwiek kształt, Josephine zmarnowała niemalże połowę materiału. Poza tym, nie przypominało zupełnie niczego. Choć jakby się głębiej przyjrzeć, to było trochę jak rzeźba z błota. Blondynka westchnęła smutno. Nie miała artystycznej duszy, jak zwykła nazywać to jej mama.
- Kiedyś zostanę kimś o wiele lepszym od kowala - burknęła, opierając podbródek na dłoni - Na przykład wojownikiem albo podróżnikiem. Albo hodowcą smoków, o!
 Kobieta przyrządzająca zupę spojrzała się na nią tak, jakby przed chwilą jej własna córka oświadczyła, że kocha szparagi i pragnie jeść je codziennie. A warto wiedzieć, że Josephine nienawidziła szparagów.
***
 Wścibski blask świtu bardzo brutalnie wdarł się pod jej powieki. Niechętnie otworzyła oczy, zauważając ciepłą, miękką skórę pod swoim ciałem i własne dłonie kurczowo trzymające stawy przy początku skrzydeł jej smoka. Czuła każdy ruch wykonywany przez samicę i mogła jednoznacznie stwierdzić, że gad poruszał się rytmicznie naprzód. Zmierzał gdzieś.
- Erm... - jęknęła Josephine, ziewając przeciągle i mrużąc oczy pod wpływem ostrego światła - Gren, cały czas idziesz? Nie spałaś w nocy?
 Zdjęła ręce ze skrzydeł, bo nie potrzebowała asekuracji. Jej smocza przyjaciółka miała obszerny, wygodny grzbiet, na którym można było nawet się położyć. Nie było tam żadnych wystających kręgów ani wyrostków, które wbijałyby się jeźdźcowi w nieodpowiednie miejsca. I przede wszystkim nie było także siodła. Nie potrzebowała go.
 A właściwie potrzebowała, i to bardzo. Gren stanowczo ogłosiła, że nie wzniesie się w powietrze z dziewczyną na swoim grzbiecie, póki nie upewni się, że ta jest bezpieczna i nie spadnie. Jednak w miastach, które mijały po drodze, żaden rymarz nie chciał sprawić im siodła na smoka. Kręcili nosem na wszelkie proponowane przez Josephine projekty, a gdy wreszcie się zgadzali, ich ceny były tak niewyobrażalnie wysokie, że dziewczyna prawie mdlała. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko ostrożne spacerki na czterech umięśnionych łapach, zupełnie na ziemi.
- Spałam, ale tak ze dwie godziny temu postanowiłam ruszać w dalszą drogę - odpowiedziała jej spokojnie smoczyca, nawet nie odwracając w jej stronę swojego łba - Nie pamiętasz? Budziłam cię, żebyś na mnie wsiadła. Od razu po tym zasnęłaś.
- Co ja poradzę, że twoje kroki są takie usypiające? - blondynka wyprostowała się wreszcie, wracając do pozycji siedzącej. Przeciągnęła się i zaczęła oglądać otoczenie. Znacznie zmieniło się od czasu, gdy jeszcze nie spała. Zamiast znajomych żyznych pól i niewielkich lasów otaczała ją... mieszanka wszystkiego. Wschodnie jeziora, północne masywy górskie, rzeki i lasy z południa. Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego na oczy. Tam było... wszystko, dosłownie wszystko. Nie mogła oprzeć się okrzykowi zachwytu - Gren! Gdzie jesteśmy?
 Smoczyca jedynie uśmiechnęła się delikatnie, a w odpowiedzi machnęła głową przed siebie. Josephine podążyła za jej wzrokiem i zobaczyła cel swojej podróży - Akademię Smoczych Jeźdźców.
 Widziała ją wyraźnie, pomimo, że ona i jej przyjaciółka były jeszcze daleko. Kompleks budynków był umieszczony na całkiem wysokim wzgórzu, a tuż pod nim rozciągały się łany zbóż, wiły się srebrne wstążki rzek i czerniły się jaskinie. Westchnęła, przyglądając się dokładniej każdemu z budynków. Były takie duże w porównaniu do jej niewielkiego domu, no i miały mnóstwo okien.
- Gren, będziemy się uczyć - powiedziała, czując, jak radość pomieszana z lekkim stresem ściskała jej gardło - Naprawdę będziemy się uczyć!
 Pochyliła się do przodu i objęła czule szyję smoczycy. Gad uśmiechnął się jedynie szerzej, kontynuując wędrówkę. Z każdym krokiem wizja nauki w Akademii była coraz bliższa.
***
 Stała przed niewielkim, dwupiętrowym domkiem, mocno ściskając torbę spoczywającą na jej biodrze. Chatka była zbudowana z drewnianych desek i bali, posiadała solidne, duże drzwi, zadbane okna i nawet dach pokryty dachówką. Obok dziewczyny stała Gren i spokojnym spojrzeniem lustrowała budynek. Bezwiednie machała swoim długim, szablastym ogonem.
- Co sądzisz? - zapytała smoczyca - Jest nieduży, ale wygląda na przytulny. Poza tym, słyszałaś, co powiedział ci dyrektor: w środku jest o wiele większy, niż może się wydawać. W końcu mieszczą się tam smoki.
- Jest wspaniały - westchnęła dziewczyna - Większy od naszego prawdziwego domu.
 Niecałą godzinę wcześniej przybyły na tereny Akademii. Przeszły dziedziniec i skierowały się do głównego budynku, a tam na korytarzu napotkały dyrektora. Okazał się być uprzejmym, spokojnym człowiekiem, może nieco zaspanym. Opowiedział im w skrócie o obowiązkach czekających jeźdźca oraz jego chowańca, powitał je już jako uczennice akademii i wskazał drogę do domków. Następnie udał się do swego gabinetu, by dopisać je na listę studentów.
 Josephine ostrożnie podeszła do drzwi i otworzyła je, a do jej uszu dobiegło głośne skrzypnięcie. Wnętrze było skąpane w przyjemnym mroku, bo zasłony były zaciągnięte. W powietrzu delikatnie unosiły się drobinki kurzu, nadając pomieszczeniu magiczny wygląd.
 Pośrodku pokoju stał niski stolik, a na nim spoczywała ozdobna serweta i zioła w doniczce. Wokół stołu ustawione były puchate, wygodne fotele i duża sofa, a za meblami, tuż pod ścianą stał ogromny regał z książkami. Blondynka obeszła pomieszczenie, zafascynowana luksusem, z jakim się spotkała. Podeszła powoli do regału i musnęła palcami grzbiety książek. Wszystkie były oprawione w skórę i miały tytuły wyszyte złotymi nićmi.
- Podrasy smoków i jak je rozróżnić - przeczytała zafascynowana nastolatka, przechylając lekko głowę - Tu są książki o smokach! Prawdziwe książki o prawdziwych smokach!
 Gren natomiast zainteresowały obszerne pomieszczenia dla smoków oddzielone półściankami, niby boksy. Były wyścielone miękkimi skórami, futrami i słomą i jak najbardziej komfortowe. W tym domku znajdowały się dwa, co raczej dokładnie wyznaczało liczbę jeźdźców, którzy mogli zamieszkać w danym budynku. Gad starał się za wszelką cenę ignorować odgłos powolnego oddechu dochodzący z drugiego boksu.
 Smoczyca oznajmiła, że położy się i spróbuje zdrzemnąć, dziewczynie poradziła to samo. Ponieważ Josephine niemal czuła zmęczenie ogarniające jej ciało, zgodziła się bez protestów. Skierowała się na górę, aby obejrzeć pokój, w którym będzie sypiać przez najbliższe kilka lat.
 Na drugim piętrze znajdowało się dwoje drzwi, prowadzące do dwóch pokojów na przeciwko siebie. Niewiele myśląc, dziewczyna skierowała się do pomieszczenia po lewej stronie. Wewnątrz znajdowało się drewniane łóżko przykryte wzorzystą narzutą, podłogę ocieplał gruby, włochaty dywan, a w kącie znajdowała się spora gliniana donica z kwiatami. Poza tym w pokoju znajdowały się kolejne drzwi, które - jak odkryła nastolatka - prowadziły do małej, przytulnej łazienki. Wewnątrz stała solidna drewniana wanna, wiadro i kocioł do podgrzewania wody.
- Będę mogła się kąpać - zachwyciła się dziewczyna - I to codziennie! Moja ostatnia prawdziwa kąpiel odbyła się chyba piętnaście lat temu, gdy ściągali ze mnie resztki łożyska...
 Po dokładnym obejrzeniu każdego zakątku swojego pokoju i zostawieniu wypchanej torby na łóżku, Josephine skierowała się do pomieszczenia naprzeciwko. Była ciekawa, czy ktoś był w domku oprócz niej.
 Otóż był. Na łóżku siedziała średniego wzrostu dziewczyna, rozczesująca kołtuny w swoich całkiem długich mahoniowych włosach. Gdy usłyszała skrzypienie drzwi, skierowała spojrzenie na Josephine. Nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę, blondynka kwiknęła jak świnka morska.
- Uhm... - zająknęła się niebieskooka - Cześć.
 Niepewny, drżący uśmiech wypełzł na jej usta. Nie chciała zrobić złego wrażenia, więc ukryła trzęsące się dłonie za swoimi plecami. Jeśli miała być szczera, nie spodziewała się tutaj nikogo.
***
Ehehe, oto i jest moja pierwsza notka c:
Mam nadzieję, że dobrze się spisałam, a jeśli nie, to możecie mnie zjeść!
Baymir, jeśli czujesz ochotę i potrzebę dokończenia tej notki, to daję ci wolną rękę.
Jeśli nie, to ja z chęcią napiszę część drugą.
Dajcie znać, jeśli wam się podobało czy cuś ;v;

czwartek, 27 sierpnia 2015

You are responsible for what you have tamed

kobieta - 15 lat - urodzona 16.07 - klasa III - omega
zachodnia ćwiartka - domek nr 8 




http://akademia-smoczych-jezdzcow.blogspot.com/1999/08/wesoa-to-chyba-gowna-cecha-charakteru.html



http://akademia-smoczych-jezdzcow.blogspot.com/1999/08/bron-josephine-nie-jest-specjalistka-w.html


 samica - 4 lata - smok natury


http://akademia-smoczych-jezdzcow.blogspot.com/1999/08/gren.html

http://akademia-smoczych-jezdzcow.blogspot.com/1999/08/gren_27.html


Ekhem, ekhem. No więc... oto jest c:
Pragnę serdecznie powitać i pozdrowić wszystkich członków bloga.
Zastrzegam, że jestem zupełnie zieloniutka, dosłownie.
To mój pierwszy blog tego typu, sporo rzeczy nie wiem, sporo się uczę.
Za błędy przepraszam.
Kontakt: violetofa@gmail.com

piątek, 27 sierpnia 1999

Josephine

Broń
Josephine nie jest specjalistką w tej dziedzinie... No dobrze, bądźmy szczerzy. Ta nastolatka nie ma pojęcia, jak się walczy. Dostała od rodziców stary łuk kompozytowy i została upomniana, by używać go ostrożnie. Niestety, Josie nie ma pojęcia jak w ogóle go używać, dlatego trafiła do Akademii jako Omega. Miejmy nadzieję, że kiedyś wyrośnie z niej uzdolniona łuczniczka... Albo, że dziewczyna nie wydłubie sobie oka strzałą.

Znak więzi
Znakiem więzi pomiędzy Josephine a jej chowańcem jest niewielka blizna. Przypomina ona prostego, małego kwiatka i jest umiejscowiona nieco poniżej lewej piersi dziewczyny. Identyczny znak znajduje się na łapie jej smoczycy.

Ciekawostki
- Josephine posiada wiele fobii. Panicznie boi się między innymi ciemności, pająków, szczurów, duchów, głębokiej wody i tłumów -
     - Dziewczyna do niedawna nie potrafiła czytać, pisać ani liczyć. Gdy postanowiła wybrać się na Akademię, jej rodzice poświęcili większość oszczędności na wysłanie jej na nauki do znanego mędrca, który nauczył Josie tych podstawowych czynności -
- Nastolatka lubi ubierać się w swetry, ozdobne koszule (niestety nie posiada ich zbyt wiele) oraz spódnice długością sięgające do kolan. Ogółem rzecz biorąc, dziewczyna woli luźne stroje od ubrań opinających ją na całej długości jej ciała -
- Josie ma lekką wadę wzroku - 

Josephine

Historia życia tej dziewczyny nie jest wyjątkowo skomplikowana. Josephine jest córką prostej chłopki i młynarza - urodziła się i dorastała w niewielkiej, oddalonej od wszelkich metropolii wsi. Jej rodzina nie należała do najbogatszych, lecz dziewczyna nigdy nie narzekała na niedostatek. W dzieciństwie zawsze towarzyszyło jej pięciu braci, a oprócz matki była jedyną kobietą w domu.
Jako najmłodszy członek rodziny była rozpieszczana przez rodziców, lecz często dostawała w kość od rodzeństwa. Bracia uwielbiali wkładać jej myszy pod poduszkę za to, że dostała trochę więcej kompotu po obiedzie niż oni. Josephine została wytrenowana w sztuce odgryzania się podczas kłótni, zwinnego unikania kuksańców i uciekania przed chłopcami niosącymi żaby w garściach. Na szczęście dokuczanie było dla niej niejaką frajdą, bo po pogodzeniu się rodzeństwo zawsze bawiło się tak jak zawsze - nieco chaotycznie, lecz w ciepłym, rodzinnym gronie.
 Wszystko zmieniło się, gdy dziewczyna odnalazła w lesie podejrzane jajo. Wyglądało trochę jak zaokrąglony korzeń, było chropowate, posiadało sęki i krótkie odgałęzienia. Niewiele myśląc, jedenastoletnia Josie dotknęła je i syknęła, gdy poczuła pieczenie na żebrach. Gdy uniosła koszulkę, zobaczyła niewielką bliznę do złudzenia przypominającą kwiat, która zmaterializowała się pod jej lewą piersią.
Przestraszona dziewczynka zgarnęła "korzeń" pod pachę i pobiegła do miejscowego druida. Tam dowiedziała się, że trzymany przez nią przedmiot to smocze jajo i została z nim połączona więzią. Nienaturalnie uradowana tą wieścią, ogłosiła ją rodzinie.
Jej rodzice byli na początku niechętni co do wizji wychowywania małego smoczątka, lecz gdy tylko gad przyszedł na świat, natychmiast zmienili zdanie. Samiczka okazała się bowiem najukochańszym i najgrzeczniejszym smokiem, jaki kiedykolwiek kroczył chyba po ziemskim padole.
A bracia dziewczyny... cóż, zazdrościli jej i nieco bardziej dokuczali. Jednak od tamtego momentu, mając po swojej stronie potężną magiczną istotę, czuła się całkowicie bezpieczna i odporna na ich zaczepki.
Josephine i smoczyca dorastały razem, a ich więź pogłębiała się z dnia na dzień. Niedługo po swoich piętnastych urodzinach nastolatka została poinformowana, że powinna udać się do Akademii Smoczych Jeźdźców - miejsca, w którym ona i jej smocza przyjaciółka mogłyby doskonalić swoje umiejętności.
Wyposażona w niezbyt ciężką sakiewkę z pieniędzmi, łuk przekazywany w rodzinie od pokoleń i przydługi płaszcz wyruszyła w podróż, która miała zmienić jej życie. Niedługo po tym zapukała do bram Akademii.

Josephine


Wesoła
To chyba główna cecha charakteru występująca u Josephine. Doprawdy ciężko jest przyłapać dziewczynę z ustami złożonymi w podkówkę lub oczami pełnymi łez. Nastolatka potrafi odnajdywać radość i pozytywne aspekty w najdrobniejszych momentach swojego życia, dlatego rzadko bywa smutna.
 Ciekawska
Cecha, która przysparza dziewczynie równie wiele przyjaciół, co wrogów. Josephine nie może przeżyć dnia bez wpychania swojego nosa gdzie popadnie - interesuje ją dosłownie wszystko, co nowe i nieznane. Prawdopodobnie wpływ na to miało jej dzieciństwo, które spędziła głównie w swoich rodzinnych stronach, w ogóle nie podróżując.
 Wrażliwa
Co tu dużo mówić, Josie łatwo daje ponieść się emocjom. Jest gotowa płakać godzinę, bo zobaczyła wróbla ze złamanym skrzydłem lub śmiać się do rozpuku z żartu, który był jedynie troszeczkę zabawny. Ta cecha powoduje też, że dziewczyna łatwo się obraża - nie lubi być oceniana.
 Nieśmiała
Dziewczyna ma lekki problem, jeśli chodzi o rozmawianie z obcymi. Zwyczajnie wstydzi się, że palnie jakąś głupotę lub obrazi rozmówcę, więc nie lubi kontaktować się z nieznanymi sobie osobami. Jak na złość nie posiada jednak przyjaciół, więc przyjdzie jej chyba rozmawiać jedynie z nieznajomymi.
Tchórz
Josephine boi się wszystkiego, i nie ma w tym ani krztyny przesady. Nieważne, czy mowa o wyimaginowanych duchach czy całkowicie realnych pająkach, nastolatka trzęsie się ze strachu. Za żadne skarby świata nie wejdzie samotnie do domu, w którym ponoć straszy, nie pobiegnie też raczej za rabusiem wyrywającym staruszkom torebki. Ona po prostu za bardzo się boi.
Impulsywna
Ta cecha ujawnia się u niej głównie wtedy, gdy dziewczyna uczestniczy w jakimś sporze lub najzwyczajniej w świecie się kłóci. Jej odpowiedzi potrafią być wtedy szybkie, nieprzemyślane i często krzywdzące dla innych. Nie oznacza to jednak, że Josephine jest niemiła - po prostu mieszkając pod jednym dachem z pięcioma braćmi gotowymi w każdej chwili na jakieś kąśliwe uwagi na jej temat, musiała nauczyć się bronić.
 Pracowita
Przez całe życie spędzone przy wysiłku na polu i w młynie, dziewczyna nauczyła się jednej rzeczy: praca uszlachetnia. Nastolatka praktycznie nigdy nie narzeka, gdy musi coś zrobić - jest do tego po prostu przyzwyczajona. Zawsze wykonuje swoje zadania dokładnie i wkłada w nie całe serce.

Josephine

Josephine z wyglądu jest dość... pospolita.
Jest to dość wysoka dziewczyna (jej wzrost to 175 cm) o smukłym, lecz nieco umięśnionym ciele. Typ jej figury to gruszka - większa część jej wagi leży w okolicy brzucha, bioder i ud. Jej łokcie, kolana i obojczyki są nienaturalnie wystające. Josephine nie należy do słabych fizycznie, lecz nie posiada zaprawienia w boju.
Jej oczy są w kształcie migdałów, z jasnobłękitnymi tęczówkami otoczonymi delikatnymi rzęsami. Wiele osób zauważa, że jej oczy są całkiem duże, a sama dziewczyna uznaje je za swój prawdopodobnie największy atut.
Jest właścicielką szerokiego, lekko zadartego nosa o masywnym mostku. Jej usta są nieco zaniedbane, łuszczy się na nich skóra, a Josephine niechętnie przyznaje się do tego, że ją obgryza. Przez to jej wargi często krwawią.
Posiada blond włosy średniej długości, sięgające niemalże do jej szyi. Są przycięte w luźnego, roztrzepanego boba z przedziałkiem na boku. Dziewczyna zwykle ich nie spina, bo nie ma po co - są dość lekkie i cienkie, więc nie przeszkadzają jej ani w pracy, ani w nauce.