Pogadaj z nami :D

wtorek, 29 września 1998

Gryzie

Uskrzydloną dosiądź poczwarę,
razem zwiedzicie zakazany świat.
Przyjaciel to Twój ponad miarę,
brat Twój - Ty jego brat.
Nie lękaj się czynić zakazanego,
każdy swój owoc męki inny niesie. 
Gdy dojdzie do dnia przykazanego,
na własnej ścianie Twój krzyż powieszę.

Było zimne. Jak lód, można by rzec, jednak to zbyt dosłowne określenie. Podobnie jak jego znalazca marznął w śniegu, lecz nie dniami, tylko latami. W końcu smoki czekają czasem i dłuższy okres czasu na swego jeźdźca. Nie wybierają byle kogo, pierwszego lepszego człowieka. Bestia i jego jeździec uzupełniają się każdym fragmentem swego istnienia. Agreal Niklaus bez najmniejszego cienia wątpliwości orzekł chłopcu, iż od chwili tej stał się posiadaczem najbardziej wyjątkowego daru na świecie. Potrzebuje jedynie z goła mnóstwa cierpliwości, dopóki gadzina nie przebije srebrzystej, niemal idealnie gładkiej skorupki. Zimnej i wilgotnej, niczym lód. Lód tę dwójkę połączył. Poczwara wykluła się po dniach ośmiu. Każdego dnia zaś opiekun jaja nie odstępował go na krok, a i podążał za swoim nauczycielem, pomimo swej małomówności, wypytując o wszystkie rzeczy. Okazał się uczniem o wiele bardziej pojętnym niż zazwyczaj. Ciekawość smoczego świata przewyższyła ponad wszystko przedziwne historie z serca lasu. Choć niecierpliwił się niezmiernie, na pęknięcie skorupki nie przygotował się ani trochę. Nie potrafił wybrać odpowiedniego imienia dla nowego towarzysza, który na powitanie pokazał mu, że nowo narodzone smoki też posiadają kły,  na dodatek bardzo ostre. Bestia była charakterna bardzo już od dnia pierwszego. Jednak nie dziwiło to Niklausa. Jego wychowanek swój temperament umiejętnie skrywał, natomiast smok go obnażał. Dopiero gdy gadzina z rozmiarów kota osiągnęła wielkość psa myśliwskiego, ni stąd, ni zowąd, zawołał do niej bardzo obcym mu imieniem. Azazel. Pomimo iż głowił się, skąd wpadł na tak dziwną myśl, godność ta pozostała. Jak zdradziła aparycja gada, należał do gatunków smoków lodu. Świadczyła o tym wiecznie zimna, srebrzysta łuska, a także tworzący szron oddech. Najgorszy okres para miała dopiero przed sobą, bowiem Agreal - jako szkolony żołnierz, a przede wszystkim jeździec - zaoferował swoim podopiecznym lekcję. Lekcję, która trwała pięć długich lat, dopóty mroźny stwór i jego pan nie stanęli u końca swojej drogi. Dwójka tak zgrana, że żadna magia nie stanowiła przed nimi tajemnic. Chłopiec niezwykle pojętny oraz jego smok. O tak, niezwykle pojętny... Ciągnął do rzeczy, o których dwunastoletnie dziecko nie powinno nawet myśleć. Znał prawdy, które szerokim łukiem omijali dorośli. Razem z Azazelem stanowili jedność tak doskonałą, aż wkrótce przerosła nawet oczekiwania ich nauczyciela. I nie mógł on już dłużej nauczać. Nie potrafił stworzyć dlań wystarczającej uwięzi, kiedy umiejętności niedoświadczonego jeźdźca wymknęły się spod kontroli. Zmuszony został opracować wystarczające zakazy, podjąć się odpowiednich kroków, zdaniem młodzika niegodnych akceptacji. Dlatego też sam sprawę rozwiązał. Zdjął z barków Niklausa brzemię wychowania. Osiodłał smoka. Uciekł.
Miał bardzo dobre serce. Choć jego ciało zawsze było zimne, tylko ono pozostało ciepłe. Nie posiadał jedynie odpowiedniego przeświadczenia o świecie. To właśnie okazało się największym błędem. Z górskiej samotni zawsze spoglądał na miasta i wioski położone u podnóża wzniesienia. Choć Agreal edukował go nie tylko z podstawowych dziedzin takich jak matematyka bądź gramatyka, ale i z geografii oraz historii, całkowicie inaczej wyobrażał sobie świat. Całkiem inaczej widział życie mieszkańców Acarlei. W jego wyobraźni nie doskwierał im głód, ani też nie cierpieli chorób i klęsk żywiołowych. Brutalności i zgrozy powojennych buntów ludzi. Oddalone od większych miast wioski Północnej Ćwiartki tak właśnie żyły. Dlatego też z tak wielką łatwością opowiedział się po stronie anarchii. Działał jednak zawsze sam, nie wdrażając się w powszechne grupy niezadowolonych z rządów aktualnego władcy. Kierował się jedynie własnym rozsądkiem i poglądem. Na grzbiecie swego smoka zabierał bogatym, a dawał ubogim, gdyby to wyrazić eufemizmami. Nie spostrzegł nawet, kiedy na połach jego płaszcza rozbryznęła się pierwsza krew. Później stało się to już codziennością. Wnet rozniosła się plotka o skrytobójcy w całej Północnej Ćwiartce. Ofiary mordercy umierały nie odnosząc żadnego uszczerbku na zdrowiu, w tym tkwiła cała groza. Ginęli tylko ci, którzy mieli jakieś wyższe układy lub prowadzili konszachty z podejrzanymi osobnikami. Zwłoki pożerały pająki. Pojawiły się historie o ludziach bez twarzy, którzy zwodzili ze ścieżek wędrowców i kupców, a następnie pożerali ich. O buziach dzieci wyrytych w pniach drzew, a także śladach ludzkich stóp prowadzących donikąd. Wszystkie własne bajania urzeczywistnił. Jednak wystarczyło jedno potknięcie.

Nie podchodź

Nie podchodź.
Dnia osiemnastego grudnia, dokładniej mówiąc w noc piątkową na świat przyszło brzydkie dziecko. Tak bynajmniej zdarzenia sprzed szesnastu wiosen opisują niestworzone historie pochodzące z jednej z wiosek Ćwiartki Północnej. Tak, chłopiec urodził się w górach Północnej Ćwiartki w jeden z zimniejszych miesięcy w ciągu roku. Podrzucony został na brukowany rynek, gdzie przemarznięta ziemia gościła go przez najbliższe kilka dni. Stanowiła najwygodniejsze posłanie, jakie mógł sobie wtedy wymarzyć. Przez mieszkańców został bezapelacyjnie na śmierć skazany, wszak żaden nie odważył się podejść do dziecka, które nie dość, że przypominało piekielny pomiot szatana, to i przez cały ten czas nie uroniło ani jednej łzy. Jakby te zamarzły jeszcze w jego szkarłatnych, dzikich ślepiach. Powiadano, iż to syn kobiety, która zaprzedała swoje ciało oraz duszę diabłu. Z tego związku wyszedł bękart, a rodzicielkę bogowie pokarali, skazując ją na śmierć. W rzeczywistości to jeden wielki stek bzdur. Maleństwo zostało porzucone przez swoją matkę. Była bowiem biedaczką, pozbawioną środków do życia, a także nadziei, po rzekomej śmierci małżonka. Jej niezwykle krucha psychika nie pozwoliła jej na wychowanie dziecka, które tak do szaleństwa przypominało jej ukochanego. Znaleziono ją w dole rzeki, martwą. Utopiła się. Pragnęła jednak, aby ktoś zajął się nieszczęsną istotką. Dlatego pozostawiła na szyi sieroty personalia na cienkim medaliku, który przez lata zdołał całkowicie zniknąć pod rdzą. Katsuko Tadashi. Mężczyzna ten nie pochodził stąd, ani nawet z gór. Urodził się w królewskiej stolicy, Dei, w ćwiartce zachodniej, a gdyby te informacje nie były wystarczające, kontakt z dworem królewskim posiadał niebanalny. Jednak to nie historia o mężnym Acarleańczyku, tylko o jego porzuconym dziecięciu. Wróćmy więc do opowieści z zimnego, opustoszałego rynku. Nie tylko z powodu czerwonych oczu chłopiec zamarzał na kamiennym bruku długimi dniami. Z nieznanych przyczyn lgnęło doń wszelkie robactwo, a dokładniej mówiąc to w odwłok i osiem odnóż wyposażone. Według tej historii, właśnie z powodu ciągłego mrozu jego serce "zamarzło". Syna Tadashiego Katsuko oraz Katherine Irvette po raz pierwszy na ręce wziął pewien człowiek. Człowiek o niezwykle zimnych, mocno niebieskich oczach, długich, kruczych włosach, a także zgryzocie, której nie potrafił dorównać żaden inny mieszkaniec Północnej Ćwiartki. Osobnik ten posiadał własną życiową mądrość oraz doświadczenie. Nie kierował się przesądami, a choć z chłodem odnosił się do każdego, ten jeden raz uczynił wyjątek i zaoferował dziecku ciepło. Nazywał się Agreal Niklaus. A w czasie wojny u jego boku walczył niejaki Katsuko, kapitan kawalerii. Dlatego też podjął się trudu, jakim okazało się wychowanie małego diabła.
Domostwo Niklausa mieściło się wysoko w górach. Chociaż nie zajmował się uprawą roli, a także porzucił wystawne życie, prowadził tryb całkowicie samowystarczalny. Do miast schodził rzadkością, a widok zamarzającego zawiniątka poruszył jego serce. Przygarnął bękarta bez wahania. I nie pożałował tej decyzji. Chłopca wychować przyszło bardzo łatwo. Kozie mleko oraz chleb wystarczyły, aby go wykarmić. Pomimo tak niezróżnicowanego odżywiania, rósł jak na drożdżach i zaraz pędził opiekunowi z pomocą, imając się wszelkich prac. Nie nadał mu imienia, gdyż uważał, iż to nie jego obowiązek, dlatego też zwracał się doń godnością ojca. Mężczyźnie nie przeszkadzało dziwne towarzystwo młodzika, jakie stanowiły ośmionogie paskudztwa, ani też fakt, iż nie mówił za wiele, pomimo usilnych prób nauczania języka i gramatyki. Był pociechą do czasu, kiedy skończył lat siedem. Z głębi lasów przyprowadzał coraz więcej tych niewielkich poczwar, bynajmniej większość z nich nie podchodziła pod przymiotnik "niewielkie". Chłopak zdegradowanemu generałowi przekazywał gestami oraz własnymi rysunkami niesamowite historie o potworach mieszkających w górach i nie tylko. O ludziach bez twarzy, którzy zwodzili ze ścieżek mieszkańców wioski, a następnie pożerali ich. O buziach dzieci wyrytych w pniach drzew, a także śladach ludzkich stóp prowadzących donikąd. A co najgorsze, pałał jakąś niezrozumiałą miłością do martwych stworzeń. Ze swych wypraw przynosił martwe myszy oraz ptaki, zaś martwych owadów, zwłaszcza pająków, nie wyrzucał, nie sprzątał, a gromadził na półce nad łóżkiem. Jak mawiał Agreal, posiadał niezwykle wybujałą wyobraźnię. Wszystkie jego wymysły traktował z przymrużeniem oka, z wyjątkiem jednego. Pewnego dnia bowiem młody Tadashi Katsuko przytargał ze sobą z lasu smocze jajo.