Pogadaj z nami :D

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesna Wilson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vesna Wilson. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 września 2015

Bezimienny post



  Dziewczyna cisnęła niezgrabnie pękatą walizkę w róg pomieszczenia, po czym bezwładnie opadła na łóżko, wzdychając przy tym ze zmęczenia. W nogach wciąż czuła odrętwienie po trudach długiej podróży, uda piekły od otarć. Jej łuskowaty towarzysz zdecydował się na drzemkę, ona sama, mimo wyczerpania, nie potrafiła oddać się błogiemu snu. Powoli zaczynała ogarniać ją nuda, zmuszając do niekontrolowanego przebierania palcami. Opierając się na łokciach, podciągnęła leniwie górną część ciała i usiadła na skraju materaca. Nie umiejąc wymyślić innego zajęcia dla swych rąk, wyjęła zza paska od spodni mały, drewniany grzebień i zaczęła rozczesywać nim splątaną grzywkę, nerwowymi i gwałtownymi ruchami, choć może bardziej przypominało to wyrywanie. 

Wróciła na chwilę myślami do domu, do wiecznie brudnej, zakurzonej podłogi, krzyków rodzeństwa, zapachu gotowanej kapusty i pieczonego chleba. Podobało jej się tutaj, nie mogła zaprzeczyć, ale zaczynała trochę tęsknić za rodziną. Dostała od losu szansę na naukę w tym dosyć luksusowym przybytku za samo posiadanie przerażającej bestii, a to wydawało się już wyczerpywać jej limit szczęścia.

 Z zadumy wyrwało ją skrzypnięcie dobiegające od strony drzwi. Powstrzymując zawał serca zwróciła wzrok w ich kierunku.


- Uhm… Cześć. – wyjąkała niepewnie, uśmiechając się, błękitnooka, na oko szesnastoletnia blondynka. Vesna musiała przyznać, że była bardzo ładna.


 - Kurna, puka się! – wycedziła przez zęby, chwilę później żałując może zbyt ostrych słów – To znaczy… Strasznie mnie wystraszyłaś, nie uznałaś… Eee… Za stosowne… Powiadomić mnie wcześniej o swoim wejściu? – poprawiła się lekko drżącym tonem, który brzmiał jakby sama próbowała dodać sobie odwagi.


- P-przepraszam, nie sądziłam, że ktoś tu może być – odparła niewinnym tonem intruzka - Chciałam tylko… Pozwiedzać. Prawie pięć minut temu tu przybyłam, uznałam za stosowne zapoznać się trochę z miejscem, w którym przez następny rok przyjdzie mi mieszkać. Wiesz… - była wyraźnie zmieszana. Vesna przeklęła w myślach swoją głupotę.


- Yyych… Nie no, nic takiego się nie stało – odpowiedziała, by nie wypaść źle przy nowo poznanej dziewczynie. Nie chciała jej do siebie zrazić. Na pewno nie pierwszej spotkanej osoby – No to skoro już tu jesteś, to jeszcze stosowniej byłoby zapoznać się z osobą, z którą przez następny rok przyjdzie ci tę chałupę dzielić! Jak masz na imię? Jestem Vesna. – wypaliła szybko brunetka by rozluźnić atmosferę. Wstała i wyciągnęła dłoń w kierunku wysokiego dziewczęcia.


- Na imię mi Josephine, bardzo miło mi cię poznać, Vesno. – skontrowała uprzejmie, ujmując ją, blondynka – Możesz zwracać się do mnie Josie, jeżeli chcesz. Mam nadzieję, że wspólny czas upłynie nam miło i unikniemy różnych takich… Waśni. - dokończyła.


- Ha, ja również! Skąd panienkę przywiało w te progi? – spytała, ciągnąc dalej to nudne, ale przyjacielskie przesłuchanie.


- Z Zachodniej Kwarty. Mieszkałam na wsi. Z rodzicami i braćmi. Jak było z tobą?


- Ja ze Wschodniej… Och, niech to szlag! – prawie krzyknęła nastolatka,  łapiąc się rękoma za brzuch. Josie podskoczyła w miejscu ze strachu.


- C-co się stało? – odezwała się ze zmartwieniem w głosie Josephine. – Źle się czujesz?


- Nie. – skwitowała zwięźle Vesna - Głodna jestem, do cholery! Ty nie? Wiesz kiedy ktoś zawoła nowych uczniów na tak zwaną obiadokolację? Chyba, że zamierzają nas tu głodzić. Albo wypuszczać na polowania do lasu z dzidą w zębach.


Zastanawiając się chwilę nad odpowiedzią, nieśmiała dziewczyna w końcu przemówiła.

- Wiesz, nie sądzę żeby w ich interesie było zagłodzenie nas na śmierć zanim jeszcze rozpoczniemy naukę. Poza tym, byłoby to też bardzo nieuprzejme. Pewnie zaraz ktoś po nas przyjdzie, pewnie czekają na pozostałych nowicjuszy.

Ciemnowłosa prychnęła, bo rozbawił ją komentarz koleżanki.


- Cóż, no to… - zaczęła – My nie każmy im czekać! Ciekawe, czy nam coś dadzą. Poza tym, spacer się przyda, zaraz nam tu nogi w tyłki wlezą. – przeciągnęła się teatralnie i ziewnęła zakrywając dłonią usta – Chodź!

Nie dając nawet Josephine czasu na zgodę, złapała ją energicznie za rękę i pociągnęła za sobą w kierunku wyjścia.

                                                                                                ***

 Dziewczęta schodziły razem po schodach, ramię w ramię, nie odzywając się jednak. Poznały się kilka minut wcześniej, więc niczym dziwnym nie był fakt, że nie posiadały wspólnych tematów do rozmów. Pomimo wszystko Josephine bardzo ciekawiła jej nowa koleżanka. Nie wyglądała jak wszystkie dziewczyny ze wsi, napuchnięte z dumy i chodzące w kolorowych spódnicach. Była zupełnie inna, lepsza. Trochę dzika, zbuntowana.

 Blondynka nie wiedziała właściwie, co takiego w niej sprawiało, że do głowy przychodziły jej takie myśli. Wygląd? To prawda, dziewczyna miała nieco egzotyczne rysy twarzy, ale ona i Josie pochodziły z dwóch przeciwnych końców kraju, więc musiały różnić się nieco w wyglądzie. Może chodziło o matowe, nieco potargane i krzywo przycięte włosy, które sprawiały wrażenie od dawna nie widzących fryzjera? Albo o ciemne, piwne oczy głębokie jak studnia na rynku w miejskim, albo o ten specyficzny ubiór, nieco niechlujny, lecz dobrany tak gustownie, że niebieskooka aż go zazdrościła? Nie potrafiła tego określić. Brunetka po prostu bardzo ją intrygowała.

 Parter był pogrążony w ciszy tak gęstej, że można by ją było ciąć na kawałki. Gdyby wsłuchać się dokładniej, można by usłyszeć ciche, miarowe oddechy dochodzące gdzieś z głębszej części salonu, lecz nie one teraz interesowały wygłodniałe studentki. Nastolatki szybko przemierzyły salon i dopadły do drzwi wejściowych.

 Tuż po tym, jak Josephine pociągnęła za klamkę, uderzyło w nią tak przerażające gorąco, że wycofała się z powrotem do środka. Vesna, zainteresowana jej reakcją sprawdziła, co też takiego czai się na zewnątrz. Gdy i ona doświadczyła nieziemskiego upału, dołączyła do niebieskookiej. Nie było mowy, że przy takim głodzie i gorącu będą przechodziły spory kawał drogi, by dostać coś do jedzenia. Honor im na to nie pozwalał.

 Blondynka rzuciła okiem na pomieszczenie naprzeciwko salonu. Oddzielone było niewysoką półścianką, a wypełniały je blaty, szafki, pompa służąca za kran i nieduży kocioł. Pierwszym, co przyszło dziewczynie na myśl była rodzinna kuchnia w jej wsi. W podobnym pokoju jej matka przyrządzała obiady, a cała rodzina się posilała.

 Co prawda Josie nie była mistrzem kuchni, lecz wiedziała, jak przyrządza się niektóre potrawy. Na przykład zupę pomidorową, którą bardzo lubiła. Musiała jedynie wziąć skądś całkiem sporo świeżych pomidorów, trochę ziół i makaron. Miała nadzieję, że szafki pod blatami nie były puste.

 Pociągnęła Vesnę za rękaw i wskazała na kuchnię. Na szczęście brunetka była bystra i całkiem szybko zrozumiała, co chodziło jej koleżance po głowie. Ona pierwsza podeszła do szuflad i zaczęła wysuwać je po kolei, lustrując uważnie ich zawartość. Niebieskooka podeszła do Vesny i zaglądnęła jej przez ramię.

 Część z nich wypełniona była drewnianymi miskami, kuflami, talerzami i przede wszystkim sztućcami. Josephine nie mogła zignorować faktu, że w szafkach leżały także chochle i duże, płaskie łyżki do mieszania potraw. Nie byłoby ich tam, gdyby uczniowie nie mogliby przyrządzać własnych potraw poza wyznaczonymi godzinami posiłków.

 W jednej z szuflad spoczywały nieduże, lniane worki wypełnione czymś twardym. Po otworzeniu jednego z nich Josie odkryła, że były pełne bezkształtnych, małych kawałków makaronu. Zamrugała, zaskoczona tym dziwnym zbiegiem okoliczności, ale nie pogardziła składnikiem. Jej wzrok jakby automatycznie powędrował za okno, a jej uwagę przykuły dorodne, czerwone pomidory w ogrodzie. Gałązki aż uginały się pod ciężarem swych owoców.

 Josephine aż czknęła i wybiegła z chaty bez słowa, pozostawiając swoją znajomą z wieloma pytaniami. Po krótkiej chwili wróciła, niosąc w uniesionym kawałku koszuli kilka sztuk okrągłych, błyszczących warzyw. Wiedząc, że gotowanie zupy trochę zajmie, wręczyła jednego Veśnie i powiedziała, aby przegryzła coś przed właściwym posiłkiem. Zaraz po tym Josephine wzięła się za przygotowywanie tego niecodziennego obiadu.

- Jak ty to robisz? - spytała ją Vesna, przyglądając się, jak dziewczyna powoli kroi pomidory na odpowiednie kawałki i wrzuca do kociołka z gotującą się wodą.

- Hmm? Co robię?

- No... kroisz to wszystko. Tak dokładnie i w ogóle. I dobrze wiesz, jak to robić - widocznie zakłopotana brunetka podrapała się po karku.

- Mama mnie nauczyła - odparła swobodnie Josephine, nie przerywając wykonywanej czynności - Od małego gotowałam z nią różne potrawy. Jak widzi się coś codziennie, to potem zostaje w głowie. Nigdy nie robiłaś z matką obiadu?

- Próbowałam raz czy dwa... Matka zabroniła mi się potem dobierać do garów, bo zafundowałam całej familii częste wizyty w wychodku.

- Och - blondynka uśmiechnęła się delikatnie, mieszając w połowie gotową zupę. Rozumiała, jak to jest nie być w czymś dobrym. Josephine nie potrafiła właściwie niczego, oprócz oczywiście wpadania w tarapaty i dodawania do siebie liczb jednocyfrowych.

 Pomidorowa wyszła nawet lepsza, niż się spodziewała. Miała intensywny smak i była gęsta, a poza tym makaron nie był rozgotowany. Josie uznała to za jeden ze swoich nielicznych sukcesów kulinarnych.

 Nastolatki spożywały posiłek, wypełniając cichą dotąd chatę odgłosem rozmów, rzadkich chichotów i żywych dyskusji. Nie znały się, były sobie obce, ale to właśnie sprawiało, że rozumiały się tak dobrze. Obydwie nie miały pojęcia, jaka jest Akademia i wymieniały się swoimi spekulacjami na temat przedmiotów i nauczycieli. Nie zgadzały się w większości tematów, ale to nie przeszkadzało im w rozmowie.

 Wiedziały, że nie będą same podczas tego roku szkolnego.



Hej! To nasza pierwsza wspólna notka (moja i Cytrynki/Aenyeweddyen), może być trochę krótka, ale nie zjedzcie nas, nostra culpa. Jeżeli chodzi o to jak nam wyszło wspólne pisanie, to wygląda na to, że się uzupełniamy. Ja dałam prawie sam dialog, prawie zero opisów uczuć czy akcji, koleżanka wręcz odwrotnie. xD ;v; Miłego rozpoczęcia roku szkolnego! >:D


niedziela, 30 sierpnia 2015

We just don't know the title

 Jej brat jak zwykle gdzieś się spieszył. Gdy siedziała przy stole i strugała bezkształtną figurkę z drewna, niemal przemknął obok niej jak burza, czochrając ją jedynie przelotnie po głowie. Jego blond czupryna szybko zniknęła za wejściowymi drzwiami.
- Mamo - dziewczynka zwróciła się do kobiety gotującą zupę w dużym kotle - Gdzie poszedł Rupert? Ostatnio w ogóle nie spędza z nami czasu...
 Miał piętnaście lat, prawie dwa metry wzrostu i dzikie, zielone oczy. Zawsze był dla niej najmilszy z całego jej rodzeństwa, bo był podobno dojrzalszy. Zresztą, chłopcy w jego wieku mieli inne sprawy na głowie niż nękanie swoich dziesięcioletnich sióstr. A przynajmniej tak mówiła jej matka.
- Poszedł się uczyć, skarbie - odpowiedziała delikatnie niewysoka brunetka w długiej sukience - Jest czeladnikiem i szkoli się na pełnoprawnego kowala.
- A czy ja też mogłabym być kowalem?
- Nie, raczej nie - zaśmiała się matka, krojąc kilka marchwi - Dziewczynki nie zostają kowalami. O wiele częściej wychodzą za kowali.
 Dziesięciolatka wydęła policzki i zjechała nieco na krześle. Spojrzała na swoje wątpliwej jakości dzieło z drewna. Było niewielkie, bo próbując nadać mu jakikolwiek kształt, Josephine zmarnowała niemalże połowę materiału. Poza tym, nie przypominało zupełnie niczego. Choć jakby się głębiej przyjrzeć, to było trochę jak rzeźba z błota. Blondynka westchnęła smutno. Nie miała artystycznej duszy, jak zwykła nazywać to jej mama.
- Kiedyś zostanę kimś o wiele lepszym od kowala - burknęła, opierając podbródek na dłoni - Na przykład wojownikiem albo podróżnikiem. Albo hodowcą smoków, o!
 Kobieta przyrządzająca zupę spojrzała się na nią tak, jakby przed chwilą jej własna córka oświadczyła, że kocha szparagi i pragnie jeść je codziennie. A warto wiedzieć, że Josephine nienawidziła szparagów.
***
 Wścibski blask świtu bardzo brutalnie wdarł się pod jej powieki. Niechętnie otworzyła oczy, zauważając ciepłą, miękką skórę pod swoim ciałem i własne dłonie kurczowo trzymające stawy przy początku skrzydeł jej smoka. Czuła każdy ruch wykonywany przez samicę i mogła jednoznacznie stwierdzić, że gad poruszał się rytmicznie naprzód. Zmierzał gdzieś.
- Erm... - jęknęła Josephine, ziewając przeciągle i mrużąc oczy pod wpływem ostrego światła - Gren, cały czas idziesz? Nie spałaś w nocy?
 Zdjęła ręce ze skrzydeł, bo nie potrzebowała asekuracji. Jej smocza przyjaciółka miała obszerny, wygodny grzbiet, na którym można było nawet się położyć. Nie było tam żadnych wystających kręgów ani wyrostków, które wbijałyby się jeźdźcowi w nieodpowiednie miejsca. I przede wszystkim nie było także siodła. Nie potrzebowała go.
 A właściwie potrzebowała, i to bardzo. Gren stanowczo ogłosiła, że nie wzniesie się w powietrze z dziewczyną na swoim grzbiecie, póki nie upewni się, że ta jest bezpieczna i nie spadnie. Jednak w miastach, które mijały po drodze, żaden rymarz nie chciał sprawić im siodła na smoka. Kręcili nosem na wszelkie proponowane przez Josephine projekty, a gdy wreszcie się zgadzali, ich ceny były tak niewyobrażalnie wysokie, że dziewczyna prawie mdlała. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko ostrożne spacerki na czterech umięśnionych łapach, zupełnie na ziemi.
- Spałam, ale tak ze dwie godziny temu postanowiłam ruszać w dalszą drogę - odpowiedziała jej spokojnie smoczyca, nawet nie odwracając w jej stronę swojego łba - Nie pamiętasz? Budziłam cię, żebyś na mnie wsiadła. Od razu po tym zasnęłaś.
- Co ja poradzę, że twoje kroki są takie usypiające? - blondynka wyprostowała się wreszcie, wracając do pozycji siedzącej. Przeciągnęła się i zaczęła oglądać otoczenie. Znacznie zmieniło się od czasu, gdy jeszcze nie spała. Zamiast znajomych żyznych pól i niewielkich lasów otaczała ją... mieszanka wszystkiego. Wschodnie jeziora, północne masywy górskie, rzeki i lasy z południa. Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego na oczy. Tam było... wszystko, dosłownie wszystko. Nie mogła oprzeć się okrzykowi zachwytu - Gren! Gdzie jesteśmy?
 Smoczyca jedynie uśmiechnęła się delikatnie, a w odpowiedzi machnęła głową przed siebie. Josephine podążyła za jej wzrokiem i zobaczyła cel swojej podróży - Akademię Smoczych Jeźdźców.
 Widziała ją wyraźnie, pomimo, że ona i jej przyjaciółka były jeszcze daleko. Kompleks budynków był umieszczony na całkiem wysokim wzgórzu, a tuż pod nim rozciągały się łany zbóż, wiły się srebrne wstążki rzek i czerniły się jaskinie. Westchnęła, przyglądając się dokładniej każdemu z budynków. Były takie duże w porównaniu do jej niewielkiego domu, no i miały mnóstwo okien.
- Gren, będziemy się uczyć - powiedziała, czując, jak radość pomieszana z lekkim stresem ściskała jej gardło - Naprawdę będziemy się uczyć!
 Pochyliła się do przodu i objęła czule szyję smoczycy. Gad uśmiechnął się jedynie szerzej, kontynuując wędrówkę. Z każdym krokiem wizja nauki w Akademii była coraz bliższa.
***
 Stała przed niewielkim, dwupiętrowym domkiem, mocno ściskając torbę spoczywającą na jej biodrze. Chatka była zbudowana z drewnianych desek i bali, posiadała solidne, duże drzwi, zadbane okna i nawet dach pokryty dachówką. Obok dziewczyny stała Gren i spokojnym spojrzeniem lustrowała budynek. Bezwiednie machała swoim długim, szablastym ogonem.
- Co sądzisz? - zapytała smoczyca - Jest nieduży, ale wygląda na przytulny. Poza tym, słyszałaś, co powiedział ci dyrektor: w środku jest o wiele większy, niż może się wydawać. W końcu mieszczą się tam smoki.
- Jest wspaniały - westchnęła dziewczyna - Większy od naszego prawdziwego domu.
 Niecałą godzinę wcześniej przybyły na tereny Akademii. Przeszły dziedziniec i skierowały się do głównego budynku, a tam na korytarzu napotkały dyrektora. Okazał się być uprzejmym, spokojnym człowiekiem, może nieco zaspanym. Opowiedział im w skrócie o obowiązkach czekających jeźdźca oraz jego chowańca, powitał je już jako uczennice akademii i wskazał drogę do domków. Następnie udał się do swego gabinetu, by dopisać je na listę studentów.
 Josephine ostrożnie podeszła do drzwi i otworzyła je, a do jej uszu dobiegło głośne skrzypnięcie. Wnętrze było skąpane w przyjemnym mroku, bo zasłony były zaciągnięte. W powietrzu delikatnie unosiły się drobinki kurzu, nadając pomieszczeniu magiczny wygląd.
 Pośrodku pokoju stał niski stolik, a na nim spoczywała ozdobna serweta i zioła w doniczce. Wokół stołu ustawione były puchate, wygodne fotele i duża sofa, a za meblami, tuż pod ścianą stał ogromny regał z książkami. Blondynka obeszła pomieszczenie, zafascynowana luksusem, z jakim się spotkała. Podeszła powoli do regału i musnęła palcami grzbiety książek. Wszystkie były oprawione w skórę i miały tytuły wyszyte złotymi nićmi.
- Podrasy smoków i jak je rozróżnić - przeczytała zafascynowana nastolatka, przechylając lekko głowę - Tu są książki o smokach! Prawdziwe książki o prawdziwych smokach!
 Gren natomiast zainteresowały obszerne pomieszczenia dla smoków oddzielone półściankami, niby boksy. Były wyścielone miękkimi skórami, futrami i słomą i jak najbardziej komfortowe. W tym domku znajdowały się dwa, co raczej dokładnie wyznaczało liczbę jeźdźców, którzy mogli zamieszkać w danym budynku. Gad starał się za wszelką cenę ignorować odgłos powolnego oddechu dochodzący z drugiego boksu.
 Smoczyca oznajmiła, że położy się i spróbuje zdrzemnąć, dziewczynie poradziła to samo. Ponieważ Josephine niemal czuła zmęczenie ogarniające jej ciało, zgodziła się bez protestów. Skierowała się na górę, aby obejrzeć pokój, w którym będzie sypiać przez najbliższe kilka lat.
 Na drugim piętrze znajdowało się dwoje drzwi, prowadzące do dwóch pokojów na przeciwko siebie. Niewiele myśląc, dziewczyna skierowała się do pomieszczenia po lewej stronie. Wewnątrz znajdowało się drewniane łóżko przykryte wzorzystą narzutą, podłogę ocieplał gruby, włochaty dywan, a w kącie znajdowała się spora gliniana donica z kwiatami. Poza tym w pokoju znajdowały się kolejne drzwi, które - jak odkryła nastolatka - prowadziły do małej, przytulnej łazienki. Wewnątrz stała solidna drewniana wanna, wiadro i kocioł do podgrzewania wody.
- Będę mogła się kąpać - zachwyciła się dziewczyna - I to codziennie! Moja ostatnia prawdziwa kąpiel odbyła się chyba piętnaście lat temu, gdy ściągali ze mnie resztki łożyska...
 Po dokładnym obejrzeniu każdego zakątku swojego pokoju i zostawieniu wypchanej torby na łóżku, Josephine skierowała się do pomieszczenia naprzeciwko. Była ciekawa, czy ktoś był w domku oprócz niej.
 Otóż był. Na łóżku siedziała średniego wzrostu dziewczyna, rozczesująca kołtuny w swoich całkiem długich mahoniowych włosach. Gdy usłyszała skrzypienie drzwi, skierowała spojrzenie na Josephine. Nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę, blondynka kwiknęła jak świnka morska.
- Uhm... - zająknęła się niebieskooka - Cześć.
 Niepewny, drżący uśmiech wypełzł na jej usta. Nie chciała zrobić złego wrażenia, więc ukryła trzęsące się dłonie za swoimi plecami. Jeśli miała być szczera, nie spodziewała się tutaj nikogo.
***
Ehehe, oto i jest moja pierwsza notka c:
Mam nadzieję, że dobrze się spisałam, a jeśli nie, to możecie mnie zjeść!
Baymir, jeśli czujesz ochotę i potrzebę dokończenia tej notki, to daję ci wolną rękę.
Jeśli nie, to ja z chęcią napiszę część drugą.
Dajcie znać, jeśli wam się podobało czy cuś ;v;

sobota, 29 sierpnia 2015

Unpredictable Title



https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/ad/2b/8f/ad2b8f16cc9bce60aa03de4cd74373d7.jpg
- Vesna Wilson - kobieta - lat czternaście - ur. 6 lipca - Wschodnia Kwarta - kl. I - gr. Ω -
- ogień-


Wygląd: Dziewczyna nie odznacza się jakąś specyficzną aparycją.
Wzrost - 164 cm, przeciętny.
Budowa ciała średnio umięśniona, sylwetka typu klepsydry, szerokie ramiona i biodra, talia wcięta, masywne uda. Jej nogi są dosyć silne, jest w stanie biegać szybko przez długi czas, kończąc jedynie na lekkiej zadyszce. Klatkę piersiową obwiązuje bandażem żeby jej i tak niewielkie „kobiece atrybuty” nie zawadzały podczas treningów.
Ma owalną twarz z pulchnymi policzkami i delikatnie zarysowanymi kościami policzkowymi.
Oczy - wąskie i podłużne, z piwnymi tęczówkami i długimi rzęsami. Mały, zadarty nosek, posypany niewielką ilością ledwie widocznych piegów. Wąskie usta często rozciągają się w uśmiechu. Jest posiadaczką długich do ramion, falowanych włosów w kolorze kasztanowego brązu, połamanych i rozdwojonych przy końcówkach. Zazwyczaj wiąże je w niski kucyk z przedziałkiem po lewej stronie i grzywką swobodnie opadającą na policzek. Zaniedbuje ich pielęgnację, więc często są rozczochrane i nieuczesane.
Ubiera się w zwykłe, robocze ubrania: lnianą koszulę ze skórzanym kaftanem, wełniane, brązowe spodnie i buty do kolan z płaską podeszwą. Okazyjnie włoży długą do kostek spódnicę.

Historia: Vesna to zwykła miejska dziewucha. Jej przeszłość nie należy do tych zapierających dech w piersiach, nie też jest wzruszająca czy naznaczona cierpieniem i łzami, ani nawet szczególnie ciekawa. Urodziła się w niedużej metropolii położonej blisko stolicy Wschodniej Kwarty, w małym domku na obrzeżach. Jest pierworodnym dzieckiem pomniejszego kupca z Zachodniej Ćwiartki oraz córki miejskiego piekarza. Ojciec całkiem dobrze zarabiał rozwożąc i sprzedając ziemniaki, podczas gdy matka zajmowała się domem, nie brakowało im niczego niezbędnego by móc godnie żyć. Kilka lat po Veśnie na świat przyszły bliźniaki jednojajowe, Jowan i Jasan. Na początku czteroletnia dziewczynka nie mogła przywyknąć do obecności innych dzieci w domu, jednak szybko pokochała szkraby. Potrafiła patrzeć na nie godzinami, zastanawiając się które to które, bawić i śmiać, dopóki nie podrosły.
Z osiągnięciem sześciu wiosen Vesna została zapisana do małej koedukacyjnej szkółki dla dzieci. Składała się ona z tylko jednej klasy uczniów w tym samym wieku, prowadzona była przez stare, lekko zgorzkniałe i przytłoczone życiem kobiety. Bardzo dobrze radziła sobie na zajęciach humanistycznych, ale matematykę i inne przedmioty ścisłe całkowicie olała. Duża część osób starała się traktować ją neutralnie, reszta nie ukrywała niechęci do dziewczynki.
Większość wolnego czasu spędzała w otoczeniu rodziny, tłucząc młodszych braci po karkach lub pomagając rodzicom. Zawsze była bardzo zżyta z ojcem, matka nazywała ją „córeczką tatusia” i uważała za małego klona swojego męża. Gdy zaczęła marnować len i nici podczas szycia oraz psuć wszystkie potrawy, tata namówił ją na pomoc w pracach bardziej męskich. Przenoszenie ciężkich worków z ziemniakami na wozy wychodziło jej o wiele lepiej niż ich obieranie, choć czasami kończyło się małymi wypadkami.
Mali chłopcy, z czasem nauczyli się szacunku do starszej siostry, bo pomimo jej porywczego charakteru bardzo ją kochali. Często zapraszali ją do wspólnych zabaw. Najczęściej był to chowany lub berek, gry w których zazwyczaj miała przewagę. Niestety, Vesna miała też to do siebie, że lubiła nieoczekiwanie wpadać w dziury.
Ten „dołeczek” miał na oko cztery metry, brunetka była za mała żeby samej się z niego wydostać tą samą drogą, którą wpadła. Z góry słychać było podekscytowane wrzaski chłopców. Panicznie i kurczowo chwyciła się ściany pomieszczenia. Gdy jej oczy przyzwyczaiły się do wszechogarniającego ją mroku, zauważyła, że ciągnie się ono wzdłuż tworząc korytarz. Wzdrygnęła się na myśl jakie stworzenie mogło mieć w tej jamie swój dom. Mogła zawołać braci i poprosić ich o pomoc, bo ci najwyraźniej nie zauważyli jej zniknięcia i dalej świetnie się bawili, ale ciekawość nie pozwalała jej tak szybko opuścić tego miejsca, coś kazało jej iść dalej, więc nadal trzymając się ściany ruszyła przed siebie. Nie wiedziała jak długo szła. W końcu poczuła przyjemny powiew na twarzy, co znaczyło, że gdzieś w pobliżu jest wyjście. Znalazła się w kamiennej jaskini porośniętej mchem , przynajmniej pięć razy większej niż korytarz. Gdzieniegdzie pojedyncze promyki światła wpadały przez szczeliny w skałach. W centrum pomieszczenia pośród zimnego popiołu leżało duże, poprzecinane czerwonymi żyłkami jajo o chropowatej powierzchni. Gdy zbliżyła się do niego, przeszyło ją ciepło tak intensywne, że łzy naszły jej do oczu. Po oględzinach postanowiła pokazać je rodzicom by mogli stwierdzić do jakiego zwierzęcia należy. Prawdopodobnie długi czas leżało bez opieki matki. Owinęła je koszulą i zgarnęła pod pachę. Prędko udało jej się wypatrzeć zawalone spróchniałymi kłodami wyjście. Dziwiła się, że nikt wcześniej nie znalazł tego miejsca.
Rodzice, poinformowawszy córkę o zawartości „niespodzianki”, dosadnie wyrazili swoją niechęć do trzymania uskrzydlonych bestii w domu, jak i odsyłania młodego jeszcze potomka w świat. Jednak nie mogli nic zrobić, smoczątko wybrało już swojego właściciela, pozwolenie im się rozwijać było jedyną słuszną opcją. Gdy bestyjka jak i ich własne dziecko podrosły, postanowili zabrać je do Smoczej Akademii, gdzie czekało na nie nowe życie.


Broń:
W prezencie od ojca otrzymała długi miecz jednoręczny, który na ten moment preferuje trzymać w obu dłoniach z powodu niezwykłej niezgrabności w posługiwaniu się nim. Oprócz niego dostała jeszcze długi sztylecik, którym do tej pory robiła tylko sześciany z ziemniaków i podcinała grzyby w lesie. Jedyną bronią, którą dziewczyna dotychczas dzierżyła w ręce jest laga, o ile w ogóle można nazwać ją bronią. Wali na oślep ciężkimi, siłowymi cięciami, niezbyt efektownymi. Nie umie korzystać ze swojej mocy ognia.

Charakter:
Pewne małe, piegowate urwisy zbyt często wystawiały jej cierpliwość na próbę, a to niszcząc jej i tak niezbyt udane prace plastyczne, a to podcinając włosy we śnie, a to wrzucając muchy do zupy, stała się przez to wybuchowa i nerwowa, niezwykle łatwo jest wyprowadzić ją z równowagi. Trzonek miotły uznała za lek na nieposłuszeństwo. Ostatecznie nauczyła ich pokory.
 Mimo to dziewczyna wykazuje się wyjątkową empatią wobec istot w opresji, zawsze jest skora do pomocy wszystkiemu, na głodującym starcu poczynając, na zwiędłych kwiatkach kończąc.
Nie cierpi olewczego podejścia do życia. Czasem nawet na siłę wciska się w zadania, o których w rzeczywistości nie ma pojęcia, by uzyskać czyjąś wdzięczność. Nie zawsze jej to wychodzi. Chciałaby kiedyś komuś zaimponować. Nieważne komu, ale chciałaby.
Nigdy nie miała zbyt wielu dobrych znajomych przez swoją przemądrzałość, zrażała do siebie ludzi kąśliwymi uwagami, lubiła się z nimi droczyć i wytykać im wady. W głębi serca doskwierała jej ta samotność. Klasa sama mianowała ją na stanowisko Naczelnej Podłej Jędzy, wyżej od niej stała tylko nauczycielka dzieci. Posiada poczucie humoru, które niestety nie wszystkim przypada do gustu.
 
Jest niezdarą, objawia się to zazwyczaj w najmniej oczekiwanych i pożądanych momentach. Potyka się o własne nogi i wywraca na schodach. Stwierdzono u niej brak zdolności kulinarnych, nie umie nawet obrać ziemniaków. Jedyna potrawa, którą umie przyrządzić to przesolona owsianka.
Próbuje sprawiać wrażenie odważnej i bohaterskiej, jednak panikuje na widok pająka i wymięka podczas rozmów z chłopcami w jej wieku. Wtedy podbródek mimowolnie zaczyna jej drżeć, kąciki ust kierują się ku górze, a twarz oblewa rumieniec czerwony niczym dorodny pomidor. Cechuje się sporą wstydliwością, ale jakoś znajdzie wspólny język z obcą osobą. Gdy już lepiej się z nią zapoznać staje się bardzo gadatliwa. Nie cierpi stawać się tłem podczas rozmów. Nie jest jeszcze rosłą kobietą, lecz i tak zdarza jej się zachowywać dziecinnie jak na swój wiek.
Ciężko daje wybić sobie z głowy durne plany i pomysły. Lekkomyślność i chęć popisania się przy starszych przyćmiewa czasem zdrowy rozsądek. Jej strategiczne umiejętności też pozostawiają wiele do życzenia. Nie jeden raz sama wpakowała się w niebezpieczeństwo.
Jest lojalna, nie ma opcji żeby zdradziła ludzi, za których walczy.


Zainteresowania:
Teren, który zamieszkiwała dziewczyna obfity jest we wszelakie akweny wodne, więc korzystając z tego, spędzała w nich wiele czasu odkąd nauczyła się pływać. Odpręża ją przebywanie w wodzie, gdy bierze kąpiele zazwyczaj trwają one po kilka godzin. Niezwykle wodolubna z niej istota.
Choć oddawane przez nią prace domowe wyglądają jakby pisał je jej smok, są wyjątkowo poprawne pod względem gramatycznym i ortograficznym. Osiągałaby wyższe noty gdyby nauczyciel dawał radę rozszyfrować jej niestaranne pismo, pokreślone dużą ilością różnorodnych szlaczków i przyozdobione dziwnymi obrazkami. Zwraca uwagę na czyjeś błędy licząc, że mu się tym przysłuży, jednak nie zawsze spotyka się z wdzięcznością.
Ciągle próbuje swoich sił w rysowaniu, w tym momencie zatrzymała się na karykaturkach i patyczakach.
Równie mierne są jej zdolności bojowe, mimo to lubi bolesne treningi, wierzy, że kiedyś uda jej się przezwyciężyć własne słabości, stara się poświęc jak najwięcej czasu na szermierkę, zaniedbując trochę  tym samym inne przedmioty. Chce kiedyś zostać potężnym wojownikiem, obrońcą ludzkości, bohaterem. Uwielbia oglądać walki i ma lekką obsesję na punkcie płytowych zbrój.
http://img13.deviantart.net/37d4/i/2012/020/5/c/game_of_thrones___arya_stark_by_spinning_stars-d4n2qs1.jpg


  Znak Więzi ze smokiem: Obszerna blizna przypominająca oparzoną, pomarszczoną skórę ciągnie się przez pół lewej ręki, całkowicie zakrywając dłoń, kończąca się tuż przed łokciem.
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/01/61/33/0161331f8d33c85f412acd9952145d68.jpg
- Ogniopluj - samiec - dwa lata - smok ognisty -

 Początkowo był po prostu Smoczkiem. Vesna nie potrafiła wymyślić mu imienia, a propozycje ze strony rodziny brzmiały według niej głupio. Ostatecznie został ochrzczony Ognioplujem, po tym jak o mało co nie usmażył dziewczynie palca. Często zwany jest też przez nią pieszczotliwie Plujkiem.
   Charakter:
Odkąd się wykluł przysparzał rodzinie wiele problemów. Sąsiedzi skarżyli się, że młody smok gryzie i straszy im zwierzęta, w jego zęby często trafiały przedmioty, które nie powinny tam być, w dodatku jego paszcza miała bardzo brzydki zwyczaj nieprzewidywalnego zionięcia ogniem gdy był zbyt podekscytowany. Ogniopluj często kłóci się ze swoją panią, jednak jest jej oddany i kocha ją, z wzajemnością. Zachowuje się trochę jak spragnione atencji szczenię. Lubi zaczepiać inne smoki poprzez ciągnięcie ich za ogony. Jego największymi atutami są fizyczna odporność i odwaga, choć to drugie czasem przeplata się z głupotą.






Witam wszystkich! ;v; Jest to pierwszy blog, do którego się przyłączyłam, jak i pierwsza skończona przeze mnie karta postaci. Piszę bardzo mało. Bardzo. Mam nadzieję, że moja noobkowa twórczość nie dała wam nowotworu. Pięknie dziękuję Łedjen za pomoc w ogarnięciu Bloggera. A, i jeszcze jeżeli chodzi o postacie - nie sugerujcie się za bardzo obrazkami, różnią się trochę od opisów, a to dlatego, że nie mogłam znaleźć żadnych pasujących. Karta co jakiś czas może nieznacznie się zmieniać. Jeżeli coś nie zgadza się z uniwersum proszę niezwłocznie mnie o ty powiadomić.
Bywajcie.