Pogadaj z nami :D

niedziela, 30 sierpnia 2015

We just don't know the title

 Jej brat jak zwykle gdzieś się spieszył. Gdy siedziała przy stole i strugała bezkształtną figurkę z drewna, niemal przemknął obok niej jak burza, czochrając ją jedynie przelotnie po głowie. Jego blond czupryna szybko zniknęła za wejściowymi drzwiami.
- Mamo - dziewczynka zwróciła się do kobiety gotującą zupę w dużym kotle - Gdzie poszedł Rupert? Ostatnio w ogóle nie spędza z nami czasu...
 Miał piętnaście lat, prawie dwa metry wzrostu i dzikie, zielone oczy. Zawsze był dla niej najmilszy z całego jej rodzeństwa, bo był podobno dojrzalszy. Zresztą, chłopcy w jego wieku mieli inne sprawy na głowie niż nękanie swoich dziesięcioletnich sióstr. A przynajmniej tak mówiła jej matka.
- Poszedł się uczyć, skarbie - odpowiedziała delikatnie niewysoka brunetka w długiej sukience - Jest czeladnikiem i szkoli się na pełnoprawnego kowala.
- A czy ja też mogłabym być kowalem?
- Nie, raczej nie - zaśmiała się matka, krojąc kilka marchwi - Dziewczynki nie zostają kowalami. O wiele częściej wychodzą za kowali.
 Dziesięciolatka wydęła policzki i zjechała nieco na krześle. Spojrzała na swoje wątpliwej jakości dzieło z drewna. Było niewielkie, bo próbując nadać mu jakikolwiek kształt, Josephine zmarnowała niemalże połowę materiału. Poza tym, nie przypominało zupełnie niczego. Choć jakby się głębiej przyjrzeć, to było trochę jak rzeźba z błota. Blondynka westchnęła smutno. Nie miała artystycznej duszy, jak zwykła nazywać to jej mama.
- Kiedyś zostanę kimś o wiele lepszym od kowala - burknęła, opierając podbródek na dłoni - Na przykład wojownikiem albo podróżnikiem. Albo hodowcą smoków, o!
 Kobieta przyrządzająca zupę spojrzała się na nią tak, jakby przed chwilą jej własna córka oświadczyła, że kocha szparagi i pragnie jeść je codziennie. A warto wiedzieć, że Josephine nienawidziła szparagów.
***
 Wścibski blask świtu bardzo brutalnie wdarł się pod jej powieki. Niechętnie otworzyła oczy, zauważając ciepłą, miękką skórę pod swoim ciałem i własne dłonie kurczowo trzymające stawy przy początku skrzydeł jej smoka. Czuła każdy ruch wykonywany przez samicę i mogła jednoznacznie stwierdzić, że gad poruszał się rytmicznie naprzód. Zmierzał gdzieś.
- Erm... - jęknęła Josephine, ziewając przeciągle i mrużąc oczy pod wpływem ostrego światła - Gren, cały czas idziesz? Nie spałaś w nocy?
 Zdjęła ręce ze skrzydeł, bo nie potrzebowała asekuracji. Jej smocza przyjaciółka miała obszerny, wygodny grzbiet, na którym można było nawet się położyć. Nie było tam żadnych wystających kręgów ani wyrostków, które wbijałyby się jeźdźcowi w nieodpowiednie miejsca. I przede wszystkim nie było także siodła. Nie potrzebowała go.
 A właściwie potrzebowała, i to bardzo. Gren stanowczo ogłosiła, że nie wzniesie się w powietrze z dziewczyną na swoim grzbiecie, póki nie upewni się, że ta jest bezpieczna i nie spadnie. Jednak w miastach, które mijały po drodze, żaden rymarz nie chciał sprawić im siodła na smoka. Kręcili nosem na wszelkie proponowane przez Josephine projekty, a gdy wreszcie się zgadzali, ich ceny były tak niewyobrażalnie wysokie, że dziewczyna prawie mdlała. Nie pozostawało jej nic innego, jak tylko ostrożne spacerki na czterech umięśnionych łapach, zupełnie na ziemi.
- Spałam, ale tak ze dwie godziny temu postanowiłam ruszać w dalszą drogę - odpowiedziała jej spokojnie smoczyca, nawet nie odwracając w jej stronę swojego łba - Nie pamiętasz? Budziłam cię, żebyś na mnie wsiadła. Od razu po tym zasnęłaś.
- Co ja poradzę, że twoje kroki są takie usypiające? - blondynka wyprostowała się wreszcie, wracając do pozycji siedzącej. Przeciągnęła się i zaczęła oglądać otoczenie. Znacznie zmieniło się od czasu, gdy jeszcze nie spała. Zamiast znajomych żyznych pól i niewielkich lasów otaczała ją... mieszanka wszystkiego. Wschodnie jeziora, północne masywy górskie, rzeki i lasy z południa. Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego na oczy. Tam było... wszystko, dosłownie wszystko. Nie mogła oprzeć się okrzykowi zachwytu - Gren! Gdzie jesteśmy?
 Smoczyca jedynie uśmiechnęła się delikatnie, a w odpowiedzi machnęła głową przed siebie. Josephine podążyła za jej wzrokiem i zobaczyła cel swojej podróży - Akademię Smoczych Jeźdźców.
 Widziała ją wyraźnie, pomimo, że ona i jej przyjaciółka były jeszcze daleko. Kompleks budynków był umieszczony na całkiem wysokim wzgórzu, a tuż pod nim rozciągały się łany zbóż, wiły się srebrne wstążki rzek i czerniły się jaskinie. Westchnęła, przyglądając się dokładniej każdemu z budynków. Były takie duże w porównaniu do jej niewielkiego domu, no i miały mnóstwo okien.
- Gren, będziemy się uczyć - powiedziała, czując, jak radość pomieszana z lekkim stresem ściskała jej gardło - Naprawdę będziemy się uczyć!
 Pochyliła się do przodu i objęła czule szyję smoczycy. Gad uśmiechnął się jedynie szerzej, kontynuując wędrówkę. Z każdym krokiem wizja nauki w Akademii była coraz bliższa.
***
 Stała przed niewielkim, dwupiętrowym domkiem, mocno ściskając torbę spoczywającą na jej biodrze. Chatka była zbudowana z drewnianych desek i bali, posiadała solidne, duże drzwi, zadbane okna i nawet dach pokryty dachówką. Obok dziewczyny stała Gren i spokojnym spojrzeniem lustrowała budynek. Bezwiednie machała swoim długim, szablastym ogonem.
- Co sądzisz? - zapytała smoczyca - Jest nieduży, ale wygląda na przytulny. Poza tym, słyszałaś, co powiedział ci dyrektor: w środku jest o wiele większy, niż może się wydawać. W końcu mieszczą się tam smoki.
- Jest wspaniały - westchnęła dziewczyna - Większy od naszego prawdziwego domu.
 Niecałą godzinę wcześniej przybyły na tereny Akademii. Przeszły dziedziniec i skierowały się do głównego budynku, a tam na korytarzu napotkały dyrektora. Okazał się być uprzejmym, spokojnym człowiekiem, może nieco zaspanym. Opowiedział im w skrócie o obowiązkach czekających jeźdźca oraz jego chowańca, powitał je już jako uczennice akademii i wskazał drogę do domków. Następnie udał się do swego gabinetu, by dopisać je na listę studentów.
 Josephine ostrożnie podeszła do drzwi i otworzyła je, a do jej uszu dobiegło głośne skrzypnięcie. Wnętrze było skąpane w przyjemnym mroku, bo zasłony były zaciągnięte. W powietrzu delikatnie unosiły się drobinki kurzu, nadając pomieszczeniu magiczny wygląd.
 Pośrodku pokoju stał niski stolik, a na nim spoczywała ozdobna serweta i zioła w doniczce. Wokół stołu ustawione były puchate, wygodne fotele i duża sofa, a za meblami, tuż pod ścianą stał ogromny regał z książkami. Blondynka obeszła pomieszczenie, zafascynowana luksusem, z jakim się spotkała. Podeszła powoli do regału i musnęła palcami grzbiety książek. Wszystkie były oprawione w skórę i miały tytuły wyszyte złotymi nićmi.
- Podrasy smoków i jak je rozróżnić - przeczytała zafascynowana nastolatka, przechylając lekko głowę - Tu są książki o smokach! Prawdziwe książki o prawdziwych smokach!
 Gren natomiast zainteresowały obszerne pomieszczenia dla smoków oddzielone półściankami, niby boksy. Były wyścielone miękkimi skórami, futrami i słomą i jak najbardziej komfortowe. W tym domku znajdowały się dwa, co raczej dokładnie wyznaczało liczbę jeźdźców, którzy mogli zamieszkać w danym budynku. Gad starał się za wszelką cenę ignorować odgłos powolnego oddechu dochodzący z drugiego boksu.
 Smoczyca oznajmiła, że położy się i spróbuje zdrzemnąć, dziewczynie poradziła to samo. Ponieważ Josephine niemal czuła zmęczenie ogarniające jej ciało, zgodziła się bez protestów. Skierowała się na górę, aby obejrzeć pokój, w którym będzie sypiać przez najbliższe kilka lat.
 Na drugim piętrze znajdowało się dwoje drzwi, prowadzące do dwóch pokojów na przeciwko siebie. Niewiele myśląc, dziewczyna skierowała się do pomieszczenia po lewej stronie. Wewnątrz znajdowało się drewniane łóżko przykryte wzorzystą narzutą, podłogę ocieplał gruby, włochaty dywan, a w kącie znajdowała się spora gliniana donica z kwiatami. Poza tym w pokoju znajdowały się kolejne drzwi, które - jak odkryła nastolatka - prowadziły do małej, przytulnej łazienki. Wewnątrz stała solidna drewniana wanna, wiadro i kocioł do podgrzewania wody.
- Będę mogła się kąpać - zachwyciła się dziewczyna - I to codziennie! Moja ostatnia prawdziwa kąpiel odbyła się chyba piętnaście lat temu, gdy ściągali ze mnie resztki łożyska...
 Po dokładnym obejrzeniu każdego zakątku swojego pokoju i zostawieniu wypchanej torby na łóżku, Josephine skierowała się do pomieszczenia naprzeciwko. Była ciekawa, czy ktoś był w domku oprócz niej.
 Otóż był. Na łóżku siedziała średniego wzrostu dziewczyna, rozczesująca kołtuny w swoich całkiem długich mahoniowych włosach. Gdy usłyszała skrzypienie drzwi, skierowała spojrzenie na Josephine. Nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę, blondynka kwiknęła jak świnka morska.
- Uhm... - zająknęła się niebieskooka - Cześć.
 Niepewny, drżący uśmiech wypełzł na jej usta. Nie chciała zrobić złego wrażenia, więc ukryła trzęsące się dłonie za swoimi plecami. Jeśli miała być szczera, nie spodziewała się tutaj nikogo.
***
Ehehe, oto i jest moja pierwsza notka c:
Mam nadzieję, że dobrze się spisałam, a jeśli nie, to możecie mnie zjeść!
Baymir, jeśli czujesz ochotę i potrzebę dokończenia tej notki, to daję ci wolną rękę.
Jeśli nie, to ja z chęcią napiszę część drugą.
Dajcie znać, jeśli wam się podobało czy cuś ;v;

10 komentarzy:

  1. Zobaczę czy mi się uda, może dam radę napisać drugą notkę.
    A rozdzialik bardzo ładnie napisany, nie mogę się doczekać następnych, tak trzymaj, madam!

    Miłego wieczorku. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa, i nawzajem ^o^

      Usuń
  2. Jak na początek, bardzo fajnie :D Aaaa i tak cięee zjeem *Szykuje sól* Bo za krótko XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, następnym razem się rozwinę ^v^"

      Usuń
  3. Witam! Notka wyszła bardzo fajnie. Czekam na część drugą część. Ale ma być dłuższa. O wiele dłuższa!
    Całusy, Sowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okej, z tego co wiem, Baymir już wzięła się za kontynuację, więc przekażę jej twoje żądanie ^o^

      Usuń
  4. Bardzo przyjemna notka :3 miło się czytało i strasznie spodobały mi się opisy! Josie przybyła do Akademii i już kogoś spotyka x3 No, ale wspólny dom więc to normalne. Czekam na kolejną notkę C:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, choć tym razem wyszło jej to na dobre, to ta nadmierna ciekawość w końcu zgubi naszą blondynkę : D
      Ponownie dziękuję za miłe słowa.
      A co do następnej notki... Co powiesz na wspólną?

      Usuń
  5. Nemi późno komentuje, ale jednak.
    Masz bardzo przyjemny styl pisania, czytając tekst pisany przez Ciebie łatwo można wyobrazić sobie sceny, które w danym momencie mają miejsce - lubię coś takiego ^^
    Poza tym czekam na dalsze przygody Jose i Gren :)
    Lecę komentować dalej, miłego <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! o3o
      Trenowałam wiele lat, by nie zacinać się na co drugim słowie xd Ale było warto, z tego co widzę!
      Dalsze przygody pewnie już niedługo.

      Usuń