Pogadaj z nami :D

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Evans. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Kim jesteś i co robisz w moim domu?!

Wzniósł wzrok ku górze, ręką starając się chodź trochę zasłonić rażące promienie, letniego słońca. Chciał być w stanie dokładnie zobaczyć budynek, przed którym stali już od dłuższej chwili. Zadziwiające było, czemu ktokolwiek fatygował się, aby przeznaczyć aż tyle przestrzeni dla byle, jakiego ucznia. Ile materiałów i miejsca tylko na to zmarnowali. Jednak potem tylko uśmiechnął się z swej głupoty, wyczuwając ciepły oddech Khaosa na swych plecach. No tak. Nie dla jeźdźców takie luksusy, a właśnie dla ich towarzyszów.
- Czwórka.- ochryple zaobserwował Khaos, widząc migoczącą liczbę wybitą na zawieszce klucza.- W niektórych wierzeniach jest to liczba pechowa.
Czerwonowłosy odpowiedział mu uśmiechem. Chciał już go pogładzić po wystających łuskach nad okiem, jednak w końcu zrezygnował.- Możliwe, ale już chodź.- odwrócił wzrok, ruszając z miejsca, udając przekonać własnego siebie, aby w końcu przekroczyć próg mieszkania.
- Otwarte?- zaśmiał się gad, widząc zdziwienie na twarzy chłopaka, gdy klamka ustąpiła pod jego naciskiem bez uprzedniego odblokowania jej kluczem. Nie przejął się jednak, stwierdzając, że chyba tak powinno być. Wzruszył ramionami na uwagę towarzysza, wchodząc do środka. 

Jak co dzień po śniadaniu siedziała w salonie jej domku zajmując się sprawami, które jej smok uważał za głupie. Chodziło co racja o zwykłe czytanie książki, którą niedawno nabyła, ale Tetsuya jak zwykle za nic miał jej zainteresowania i wolał ją dręczyć uwagami, które wymyślał nad jej ramieniem, skąd to zerkał do lektury.
-Jego plan jest beznadziejny.-skwitował nagle, na co Aiko mogła tylko pomasować skronie powstrzymując sie, by mu w końcu nie przywalić.-Ale przy jego toku myślenia, chyba rzeczywiście nic lepszego nie wymyślą. Nawet ty byłabyś w stanie coś lepszego wymyślić.
-Co ty powiesz mordo..-mruknęła z udawanym zainteresowaniem i położyła książkę na stoliku.-Ale masz świadomość, że sam to czytasz, a mnie się czepiasz.
-Robię to, bo chcę ci to z głowy wybić. To jest nudne. Zrób coś ciekawszego.
-Taa.. Bo spanie jest bardziej interesujące-prychnęła i pstryknęła go w nos.
Rozciągnęła się na swoim ulubionym fotelu i obserwowała jak jej czarny smok wraca do legowiska i w końcu łaskawie przestaje się odzywać. Gdy tylko zamknął ślepia z powrotem chwyciła książkę i wróciła do czytania. Nie na długo, bo w tej samej chwili drzwi do środka się otworzyły. Miała niechcianego gościa.
Nie postąpił jednak dalej w pomieszczenie niż na krok, zszokowany dochodząc do wniosku, że pozostawione otwarte drzwi nie przypadkiem były. Tylko zamierzonym działaniem osoby, która ubiegłą go i teraz, jakby nigdy nic siedzi na jednym z fotelów ustawionych w olbrzymim holu, czy raczej salonie, o którym wspominało mu wcześniej, gdy przybył tu po raz pierwszy. Opisali dokładnie mieszkanie, jak i przedstawili teren instytucji, jednak zapomnieli wspomnieć o najistotniejszym. O potencjalnej osobie zajmującej drugi pokój.
- Co tu robisz?- zapytał po chwili ciszy, nie wiedząc zbytnio jak zareagować, czy zrobić. Wpatrywał się intensywnie w dziewczynę. A zwłaszcza jego uwagę przykuły jej nietypowe włosy w kolorze zbliżonym do wody w oceanie. Dopiero z czynności wyrwało go nagłe, nie za mocne uderzenie w barki, które pchnęło go trochę dalej.
- Czego dupy nie ruszysz?- warknął smok, niezadowolony, że ten blokuje mu wejście, jak i pogląd na wnętrze. Wsunął łeb, a za nim resztę cielska, gdy dopiero zorientował się w sytuacji, jakiej się znaleźli.- O! Dziołche mamy.- wyszczerzył kły w paskudnym uśmiechu, wcale nie zwracając uwagę na telepatyczne uwagi Evansa, aby się przymknął.

-Co ja tu robię? Mieszkam. Pytanie brzmi co wy dwaj tu robicie.-zmrużyła oczy, ale wyprostowała się w fotelu odkładając książkę na stolik.
Telepatycznie wysłała już ostrą pobudkę Tetsuyi. Miała nadzieję, że to nie są jego znajomi, których zaprosił, a potem o nich zapomniał. Smok już po samych komentarzach nie wydawał jej się zbyt kulturalny, a jego jeździec był dość.. zaszokowany tak samo jak ona. Nie zachowywali się także jak goście. Ani turyści.
-Woow. Gości mamy. Ty ich zaprosiłaś?-parsknął jej smok, gdy rozeznał się w sytuacji.
-To nie ty ich zaprosiłeś?!-niebieskowłosa zerwała się na nogi.
-Nie.-zaśmiał się.-Panowie może zabłądzili?

- O! Ma jaszczurkę ze sobą.- czarny gad wysunął z paszczy długi jęzor, wydając krótki skrzek, który miał być śmiechem, tuż przy uchu Evansa. Skrzywił się z bólu, jakiego doświadczyły jego uszy i odepchnął gwałtownie łeb Khaosa, posyłając mu ostre spojrzenie.
- Tak. A ja za to przyniosłem ropuchę.- warknął na niego, po chwili jednak skupiając się na rzeczach bardziej istotnych niż niewyparzony jęzor smoka.- Bynajmniej.- odpowiedział na pytanie, zapewne towarzysza niebieskowłosej, unosząc dłoń tak, aby dwójka potencjalnych intruzów mogła dokładnie zobaczyć zwisający klucz i wygrawerowaną czwórkę.- Chyba też tu mieszkamy.
-No to są chyba jakieś żarty. Tetsu przypomnij mi, by na jutrzejszą listę rzeczy do zrobienia dodać "Odwiedź dyrka".-opadła zrezygnowana na fotel wpatrując się w klucz trzymany przez czerwonowłosego.
Nie chciała mieć współlokatorów. Jej smok był wystarczającym niszczycielem spokoju. Nowoprzybyła gadzina wydawała się być w tym jeszcze lepsza. Na jej nerwy samo myślenie o tym było straszne.
-Ten rok nie będzie łatwy. Następny pewnie też.-zamknęła oczy i po raz kolejny pomasowała skronie.
-Aiko kultury! Przywitaj się, a nie śpisz.-zganił ją jej smok.
-Zamknij się smarku myślę!-rzuciła w niego poduszką, a ten się zaśmiał.-Przedstawiać się chyba nie muszę, bo ta gadzina zrobiła to za mnie, ale.. Jestem Aiko. Widać będziemy musieli dzielić ten budynek i go przy tym nie rozwalić. Patrząc na twojego smoka i mojego będzie to trudne do osiągnięcia.

- Chodź gadzie, idziemy do dyrektora.- obwieścił czerwonowłosy po wysłuchaniu wywodu. Dzielić? Co to niby oznacza? Nie zamierzał się z nikim dzielić, ani znosić obecności kogokolwiek. Z trudem wytrzymuje z Khaosem. Dodatkowe towarzystwo jest w tym momencie zbędne. Chciał już wyjść i uczynić to, co powiedział, gdyby na przeszkodzie nie stanął mu jego smok. Po raz kolejny pchnął go, jednak tym razem Evans nie utrzymał się na nogach i runął na posadzkę.
Czarny uśmiechnął się tylko złośliwie w odwecie na bluzgi rzucane telepatycznie przez chłopaka. Uniósł łeb w stronę dziewczyny, zbliżając się trochę do nich, przechodząc przy tym nad chłopakiem. Nie powstrzymał się oczywiście, aby nie zdzielić go przy okazji ogonem po łbie.- Dziękuje za słowa uznania. Z całą pewnością wprowadzę tu trochę zbawiennego chaosu.- uśmiechnął się, delikatnie łbem kłaniając się.- Nazywam Khaos, a ten tu… No weź Evciu. Przedstaw się. Tak jak cię uczyłem.
- Zamknij się. I nie nazywaj mnie tak.- syknął chłopak, dźwigając się na jego ogonie. Pchnął go lekko, czując, że jego głupi uśmieszek, jak i zachowanie zaczyna go denerwować.- Nazywam się Evans.- odparł jednak w końcu.

-Bez chaosu proszę, bo tego nie zdzierżę.-jęknęła.-Tetsu wystarczająco mi go przynosi.
-Bez przesady! Wiem, że masz dziś zły humor, ale nie udawaj, że cały czas się tak zachowujesz!-smok wybył ze swojego legowiska wypchanego wszystkimi poduszkami jakimi Aiko kiedykolwiek w niego rzuciła i stanął tuż za fotelem uważnie lustrując czarną gadzinę stojącą naprzeciw.
-Z tobą jeden dzień to wieczność.. -uniosła rękę do góry i jak przewidziała trafiła w pysk Tetsuyi.- Przepraszam za niego. Bycie upierdliwym smarkiem jest u niego na początku dziennym.-wstała i dygnęła jak niegdyś uczyły ją niańki.-Miło poznać.
Pamiętała, że taka kultura to głównie na balach obowiązuje, ale tak jej tego wyuczyli, że nawet na co dzień w ten sposób kończyła zawieranie początkowych znajomości. Każdego to dziwiło zwłaszcza, gdy jeszcze wykonywała to ubrana w spodnie i jakąś bluzę lub bluzkę, ale ona miała ich zdanie gdzieś. Nigdy nie zapomniała nauk z dzieciństwa i stały się jej nawykiem. Nawet jeśli tego nie chciała.

Lekko zmieszany tym gestem, sam poczuł pragnienie by się ukłonić, wstydem gnębiony, w jaki sposób się przedstawił, jednak w końcu tego nie uczynił. Wzrok płochliwie odrzucił spoglądają w głąb mieszkania, na schody prowadzące na piętro.
- Chyba możemy tu zostać na noc.- mruknął po chwili.- Później się to wyjaśni. No ten, z tym mieszkaniem i tak dalej.- dodał, podchodząc do Khaosa. Smok lekko się wzdrygnął, gdy upuścił mu ciężaru uwiązanego na jego siodle, w postaci niewielkiego pakunku. Nie przywiózł za wiele, gdyż zawsze niewiele posiadał. Wolał otaczać się rzeczami najpotrzebniejszym i to w możliwie małej liczbie. Reszta bagapżu należała do Khaosa, a wypełniały go najróżniejsze graty i błyskotki, jako że smok ma charakter najpaskudniejszej sroki. Czemu też i sam musiał to nosić.
- No ten…- zająknął się czerwonowłosy, z bagażem na rękach i płochliwym spojrzeniem.
- Mogłabyś pokazać, gdzie możemy rzucić nasze graty?- usłużnie dopowiedział smok za Evansa, spoglądając na niego z kpiącym uśmieszkiem.- Na pewno zdążyliście już wybrać leża.
-Mieszkamy tu dwa lata, więc wybraliśmy już dość dawno.-mruknęła uważnie przyglądając się bagażowi Evansa.-Na górze wolny jest pokój po prawej. Tutaj legowisko po lewej.
-Ja tam czasem korzystałem i z tego drugiego.. Ale moje jest wygodniejsze.-mruknął jej smok.
-To dlatego, że wypchałeś go dodatkowymi poduszkami idioto.-prychnęła dziewczyna.-Graty możecie rzucać gdzie chcecie, byleby nie leżały dłużej niż jeden dzień w salonie.
Z jej punktu wiedzenia nie zabrzmiało to jak groźba. Raczej mini ostrzeżenie. Sama choć zawsze miała dużo rzeczy zawsze miała je idealnie poukładane i każdy miał jedno konkretne miejsce, w którym mógł leżeć. Z wyjątkiem tego co oddawała Tetsu. Nawet jakby się starała nie ogarnęłaby tego co on potrafi zrobić w pięć minut. Słowo bałagan nie wystarczyło na jego umiejętności.
-Umiecie uszanować przestrzeń osobistą?-spytała głupio, choć pewne było, że zapewne tak. 

- Tylko, jeśli odpowiednio uszanowana jest nasza.- odparł, przybierając grymas, który teoretycznie miał być uśmiechem. Zarzucił torbę na ramie i ruszył w stronę pokoju, który teoretycznie miał zając.
- Spokojnie. Z cała pewnością nawet nie odczujecie naszej obecności.- dodał Khaos, wymijając dziewczynę, chcąc dojść do dostępnego legowiska. Po jego minie można było wnioskować, że pierwsze wrażenie leże robi nie najlepsze, ale i tak postanowił z niego skorzystać. Zębami i pazurami odpiął klamry opinające go, tym sprawiając, że ciężkie i grube siodło, bo inne nie zdawało próby przy ostrych łuskach smoka, runęło na ziemie, robiąc przy tym sporo huku.
- Mam nadzieje Evciu, że łóżko masz wygodne.- zawołał złośliwie na chłopaka, na co ten, jednak w myślach, kazał mu się zamknąć i wstrzymać się przed jakiekolwiek próbami przekroczenia progu, części przeznaczonej dla jeźdźców.
Smok tylko uśmiechnął się, językiem machając, jak kąśliwa żmija.
-Nie naruszy waszej przestrzeni o ile jej fotela nie tkniecie!-parsknął głośno czarno smok ze swojego leża, a Aiko niczym burza przecięła salon tylko po to, by zdzielić go po łbie.
-A ty już się nie odzywaj i śpij.-warknęła.-Widać tylko my nie mieliśmy szczęścia ze smokami jak na razie. Chyba nikt nie mógłby się pochwalić tak upierdliwymi gadzinami jako przyjaciółmi. Można by jakiś klub normalnie założyć.
Po samych zdaniach Khaosa mogła z łatwością stwierdzić, że jest to typ komentatora z reguły nieco wrednego. Ha. Czyli jednak nie trafiła najgorzej. Do dziś wydawało jej się, że najgorsze są lenie z często pokazującą się przynajmniej raz dziennie opryskliwością. Teraz cieszyła się, że jej smok nie jest jeszcze bardziej drażliwy.

Stojąc na schodku w połowie drogi między górą i dołem, przystaną, przez chwilę zastanawiając się nad czymś, a gdy już widocznie doszedł do tego, co w umyśle szukał, uśmiechnął się lekko.- Tak.- odparł na trafną obserwacje dziewczyny.- Rzeczywiście chyba tak jest. Nie jesteśmy tu długo, zaledwie parę godzin, ale rzeczywiście tak właśnie może być. Przynajmniej, no nie będzie nudno.
Khaos prychnął, pysk w jakiś dziwny sposób wykrzywiając widocznie za wszelką cenne starając się nie palną w tym momencie śmiechem. Nie kpił z stwierdzenia Evansa, skądże. Po prostu to, co chłopak przed chwilą powiedział, było chyba najdłuższym jego dialogiem, od dawna.
Chłopak pokręcił głową, znów przybierając ten niemiły wyraz twarzy. Po czym wspiął się po schodach.



~~*~~ 
Aiko&Evans 

wtorek, 25 sierpnia 2015

Żadnych uczuć. Od teraz masz po prostu żyć.


Evans Wright

Dziewiętnaście lat. --- 09.06 
Dom nr. 4 --- Klasa VI 
Betha --- Ogień.
Khaos

Gdy stopy po raz pierwszy tknęły obcego lądu, a płuca odetchnęły od soli morskiej, gnębić poczęło go dziwne uczucie. Wpierw jakby zwątpienia, może czegoś pod strach zaliczanego, które im dalej postępował między ludzi, tym stawało się dziwniejsze i trudniejsze do wytrzymania, Chciał zawrócić. Uczynił to nawet, gdyby łbem jego towarzysz nie pchnął go dalej. Ciepłym oddechem zbudził na korku gęsią skórkę, dając do zrozumienia, aby trwogę swą porzucił, tak jak porzucił dawnego siebie. Przypomniał o jego obietnicy, że pozostawi wszystkie zmartwienia daleko za sobą. Wraz z rodzinny kontynentem, wszelakimi zbędnymi wspomnieniami i powiązaniami. Stając na rozdrożu założył, że napiszę swoja historię od nowa.
 Na świat przyszedł poza ziemiami Acarleii. W niewielkiej górzystej wiosce, w domu ubogim, jednak szanowanym. W samotności wychowywała go matka, utrącając wsparcie swego męża z dniem, gdy sam zginął w obronie miasta stołecznego. Pozostawiając jednak po sobie legendę o woju wielkim w szkarłat przyodzianym, którą ambitnie matka chciała odrodzić w postaci Evansa. Siły swe wszelkie pokładała posyłając chłopaka od największego mędrca, do mędrca, rycerza, pana szlachetnego czy sztukmistrza, którzy nauczyć mieli go szacunku do ostrza i sztuki wojennej. Stworzyć personę idealną, przeznaczoną, aby postępowała za sztandarem niosąc za sobą pożogę. Niechybnie z wiekiem cel ten stał się coraz bardziej możliwy do spełnienia. Pewnego dnia matka utuliła go czulę, gdy w dłoni ściskała list głoszący, że przyjęli go do prestiżowej wojskowej akademii.
 Do szkoły jednak uczęszczał niecały semestr, gdy rebelianckie wojsko postawiło sobie za cel mury placówki. Pod pieczą nocy armia wkradła się do środka, rozpętując piekło. Do stłumienia wyskoku zostali powołani wszyscy, niezależnie od wieku, czy poziomu wyszkolenia. Niechybne zdarzenia dało szanse podaniu młodzieży sprawdzianu wyławiający spośród nich tych najsilniejszych. Młody Wright najprawdopodobniej zdałby go bez najmniejszego problemu, gdyby w grę nie wkradła się ciekawość, która całkowicie zawładnęła jego sercem. Wraz z głową wrogą, poturlała się także jego torba, z której wypadł kryształ. Tak bynajmniej wyglądał. Czarny kamień, mieniący się ognieniem, jakby krople płynnej lawy ostały się na zrogowaciałych wypustkach. Evans zauroczony jej pięknem nie zastanawiając się nad pochodzeniem i przeznaczeniem rzeczy, postanowił zatrzymać ją dla siebie, Jednak, jakie zdziwienie ogarnęło go, gdy niby stabilny kruszeć, pod jego dotykiem począł pękać, a z wgłębień buchnął na niego ogień, który w błyskawicznym tempie pokrył go całego, nie czyniąc jednakże mu żadnej krzywdy. Poczuł tylko przeszywający ból u podbrzusza, a ich spojrzenia zetknęły się. Z tumanów wyłoniła się niewielka gadzina, czarną noc przypominająca. Uśmiechnęła się przyjaźnie. I to wtedy młody Wright pojął, że istotka należy do niego, a on do niej.
 Chwile później pożogą zwołani zbiegli się wszyscy. Zastając go pośród ognia, który zdołał rozleź się dalej, połykając drewniane zabudowania. Niechybnie łącząc fakty, wyrok wydali jeden. Winny. Oskarżony został bez najmniejszych postaw o wspomaganie rebelii i sabotowanie akademii od wewnątrz. Przestraszony wykrzykującymi obelgami w jego stronę impulsywnie począł uciekać. Nie myśląc nawet by pokazać im nowego towarzysza. Czując, że nie pomoże mu to wcale, jak tylko by pogorszyło sytuacje. Cudem umknął, tak jakby zniknął w ogniu, swoją śmierć upozorowując.




Zawsze był cichym dzieckiem. Grzecznym, ułożonym, jednak zamkniętym w sobie. Rzadko czas znajdywał, by pobyć w towarzystwie rówieśników oddając się całkowicie treningom. Jednakże mimo wszystko nie oczekiwał towarzystwa innych, niechęcią, a z wiekiem nawet nienawiścią darząc za wszystkie wyzwiska i bluzgi rzucane pod jego imieniem. Był dziwnym dzieckiem. Znaczy za takiego uchodził. Nigdy nie zaczynał rozmowy, wzrokiem uciekał, a na wszelakie pytania odpowiadał krótko, lecz treściwie. Nie przejmował się opinią innych, czynił tak jak uważał, a słowami potrafił nie raz zranić, będąc szczerym do bólu.
 Po latach nie wiele się zmieniło. Może stał się bardziej otwarty, odpowie, dogada, jednak rzadko są to uwagi pozytywne i pozbawione sarkazmu, czy ironii. Nie oznacz to jednak, że od towarzystwa ucieka. Lubi poznawać nowe osoby, jednak przez wypaczenie charakteru chłopaka, podane zostają zazwyczaj selekcji, z której niewielu pozostaje. A ci, z którym mógłby przebywać, sami nie zdzierżą jego charakteru, czemu i też zazwyczaj można go spotkać samotnie spacerującego po błoniach. Nawet jego Khaos, zostawia go, uznając go za personę nudną i pozbawioną ambicji.
 Nie należy do osób bujających w obłokach, rozwagą się wykazując. Rzadko zdarzy się, aby zrobi coś głupiego. Wpierw przemyśli swe działania, rozplanowując je, jednak i tak nadal będąc człowiekiem popełnia błędy, z których niekoniecznie chce być rozliczany. Jest personą przepełnioną pychą, osobistym uwielbieniem, które z trudem hamuje, jednak i tak stara się wyciągnąć z popełnianych błędów jakąś naukę. Mimo wszystko i tak uważa się za osobę, dla której nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia. Wystarczy tylko chwila, aby coś odległe stało się całkiem bliskie do spełnienia.
Evans jest także osobą kreatywną. Potrafi z niczego wyczarować coś użytecznego, lub ładnego. Jego wyobraźnia zdaje się nie mieć granic, przez co chłopak, co rusz na coś nowego wpada. Jednak rzadko realizuje, nie mając po prostu, z kim te rzeczy robić. I tak z nudy snuje się między regalami biblioteki, albo katuje się na placu treningowym.


 Zawsze matka z uśmiechem traktowała, gdy zmuszona była brodę zadzierać, aby spojrzeć w oczy swego pierworodnego. Były praktycznie identyczne jak jej. Jasne, stalą błyszczące, przez czerń długich rzęs otoczone. Idealnie komponując się z bladym, delikatnym licem. W wspomnieniach delikatnie gładziła jego długą grzywkę, którą ukochała, barwą przypominając jej o mężu. W przeciwieństwie do Evansa, który z nienawiścią traktuje i z obrzydzeniem na nie spogląda. Krew. Tak, bowiem wyglądają. Żadne wmawiane róże, nie ogień trawiący suche trawy, nie czerwień bijący w sztandarze. Tylko najczystsza posoka ściekająca po twarzy w postaci tych przeklętych włosów. Mimo tego i tak nie wstanie ich ściąć. Nie potrafi chwycić ostrza, co rusz odrzucany przez gnębiące go wyrzuty sumienia, pojawiające się po dzień dzisiejszy. Nawet po odrzuceniu dawnych ja.
 Jest personą wysoką, mierzącą pod metr dziewięćdziesiąt. Dobrze zbudowaną dzięki latom treningu i ciężkiej pracy w to włożonej. Nie bez przypadku, bowiem został przydzielony do Bethy. Jednak ambicja rwie się coraz wyżej. Przystosowany został do posługiwania się wszelakim rodzajem broni. Od kusz, halabard po jednoręczną broń. I właśnie z takiej najczęściej korzysta, przywiązując się do rapiera otrzymanego od jednego z nauczycieli. Nawet nie tyle, co złota oręż zyskała miano Cienisty, jak wąż z szkarłatnym oczkiem, pnący się po koszu ochraniającym dłoń. Oprócz Khaosa, to najprawdopodobniej druga istota chroniąca chłopaka, a on z uśmiechem potwierdza to, czując jakaś mistykę bijącą w myśl, że przecież bez czyjeś odgórnej pomocy nie wyszedłby z tylu potyczek bez szwanku.
 A gdzie podział się znak przynależności do Khaosa? Smok zostawił znak więzi na lewej stronie podbrzusza w postaci czarnego Ouroborosa. Węża zjadającego się i odradzającego się nieprzerwanie.



Imię zyskując nie bez przyczyny. Postępując niczym chaos, gwałtownie wkradł się w tą grę, przewracając pionki, wprowadzając tym zamęt w życie chłopaka. Przez niego zmuszony był uciekać, To on podpowiedział mu, co ma czynić. On był tym, który nakazał mu opuścić rodzime strony, widząc w tym działaniu jedyną szanse na odzyskanie normalnego życia. Nie raz udowodnił, że manipulatorem jest wyśmienitym, a wieszczem jeszcze lepszym, snując to coraz bardziej wymyślne, często zakłamane zapewnienia o ich przyszłości. To za jego sprawą dołączyli do akademii, będąc świadom, że jeśli nie poprawią swoich stosunków biedna będzie ich przyszłość. Owszem niechęcią do siebie palą, a jeden drugiego boleśnie potrafi ganić. Nie winna to wcale przeszłości, jak mogłoby się wydawać. Evans wybaczył, jak wcale obwiniać go nie zamierzał, rzucając to raczej na kaprys losu. Po prostu ich charaktery nie potrafią współgrać. Khaos uważa Evansa za personę nudną, która sens widzi tylko w ganieniu go za jego wybryki, hamowaniu i bezsensownym zamartwianiu. Zaś chłopak w swoim smoku widzi tylko rozszalałą, nierozważną istotę. Furią przepełnioną, która złego słowa przyjąć nie potrafi, uprzednio nie popadając w gniew. I czemu też jeden unika drugiego, a zobaczyć ich można częściej oddzielnie niż razem. Jednak nie oznacz to też, że wiecznie prowadzą ze sobą tą głupią wojnę. Bywają chwilę, gdy okazuje się, ze jednak potrafią normalnie rozmawiać, jak i nawet współpracować. Niestety widok to rzadki jest.


Nie ma możliwości, by wziąć go smoka innego, niż tego z gatunków tych ognistych. Pięcioletni gad, wyglądał nie tyle, coby został zrodzony z ognia, a właśnie jakby dopiero przed chwilą wypełzł z akwenu lawy. Czarne, zrogowaciałe łuski, w których wgłębieniach jarzy się, jakby płynny ogień sprawiający, że zdawać mogłoby się by od smoka bił żar, chodź naprawdę jest chłodny. I niemiły w dotyku przez sterczące we wszystkie strony twarde łuski, a zwłaszcza te ciągnące się od głowy po grzbiecie, tworząc ostro zakończony kaptur. Nie ma możliwości, aby Evans dosiadł go bez specjalnie robionego siodła. Smok wyróżnia się także płomienistym spojrzeniem, z którego nie wyczyta się nic dobrego i tym złośliwym uśmieszkiem, przy którym odkrywa rząd ostrych, przypominających szpilki kłów.
 Może się wydawać ciężki, lekko nieporadny, jednak taki jest tylko, gdy dotyka ziemi. Wystarczy, by rozwiną skrzydła, które wyglądają jak podpalane pióra, jednak twarde niczym reszta łusek, by pokazał, kto rządzi w przestworzach. Oczywiście w jego dumnym podejściu. A karmi się, to ciągle wyzywając innych na wyścigi, które wręcz uwielbił. A oni złudzeni jego wyglądem zgadzają się na sparingi. No, bo kto by powiedział, że ta baryłka kłów i pazurów, jest takim szatanem w przestworzach? 



Hej. Nie zjedźcie mnie. ;w;
Przepraszam, nie potrafię pisać kp, ale jeśli nie odstraszyła Was ta dwójka, to serdecznie zapraszam. Jesteśmy chętni na wszystko, wystarczy tylko napisać. c:
GG: 31729171
e-mail: kopytko246@gmail.com
Kp, możliwie ulęgnie edycji.